Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Awrumowi, który był znowu głośnym skąpcem, podszepnął:
— Człowiek ten zapowiada rozdawanie majętności w równych częściach pomiędzy wszystkich!
Nahumowi, który był bardzo pracowity i praktyczny, a Nazareńczykom zawsze brak tych cnót zarzucał, rzekł:
— Człowiek ten każe brać przykład z leśnego i polnego ptactwa, mawiając, że ono ni sieje, ni orze, a przecież je żywi ojciec niebieski!
Poczęło się tedy w umysłach ludzi wybitniejszych wrzenie, które wzmagało się jeszcze skutkiem napływu tłumów do miasteczka.
— Patrzajcie — mówił Gamaljel — ażali nadchodzą przaśniki? Ażali święto namiotów się zbliża? Czy może miasto nasze zwie się Jerozolimą? Czy kiedykolwiek na Syon takie tłumy płynęły, jakie na jego spotkanie zdążają? Nie jest-że to więc człowiek, który wyżej sięga niż Pan?
I znowu mówił:
— Do czegoż to dojdzie, jeżeli lud prosty przestanie trzymać się Pisma, a podąży za człowiekiem żywym? Tymczasem dzieje się to już po części, gdyż ów wędrujący rabbi nastaje na Pismo, a lud mu wierzy. W Kafarnaum głosił, że kto za nim pójdzie, ten będzie zbawion. Patrzajcie zatem, aby od jego słów i postępków nie spadło na miasto nasze wielkie nieszczęście!
Radni, podburzeni słowami Gamaljela, odwie-