Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Ja wam powiem, który z proroków jest największy!
Gamaljel przyskoczył do niego i krzyczał:
— No mów, ty mądry, ty uczony, ty wszystko wiedzący!
Ten zaś odparł z uśmiechem w oczach:
— Ty jesteś największym prorokiem, bo właściwie żadnego z nich w głębi duszy nie uznajesz.
Gamaljel poczerwieniał, przyskoczył i uderzył go w twarz. Towarzysze zdrętwieli.
Ale on uderzony nie stracił spokoju i odparł łagodnie:
— Czemu nie uderzysz mnie w drugi policzek, Gamaljelu, gdy unosi cię gniew i wiesz, ze ci nic za to nie będzie?
I spojrzał na niego swemi dziwnemi oczami.
Gamaljel odwrócił twarz i śród wielkiego milczenia opuścił salę. A potem zachorował. Leczono go w przeróżny sposób, ale żadne środki nie pomagały. Nareszcie zaczęto badać przyczyny owej uporczywej choroby. Wtedy dowiedziano się o sporze towarzyszów i o policzku. Przyprowadzono tedy młodzieńczyka do łoża chorego. Gamaljel ujął jego rękę i położył dłonią na swoim policzku.
Młodzieńczyk uśmiechnął się:
— Lżej ci teraz, Gamaljelu?
A sumienie Gamaljela było zaspokojone. Podniósł się nieco i szepnął przez zęby:
— Dziękuję ci...