Przejdź do zawartości

Strona:PL Molier - Skąpiec.pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.


SCENA SZÓSTA[1]
WALERY, JAKÓB

Walery, śmiejąc się. Widzę, mości Jakóbie, że źle ci płacą za twą szczerość.
Jakób. Do licha, mości przybłędo, który chcesz tutaj grać ważną figurę, to nie twoja sprawa. Śmiej sie z kijów które sam dostaniesz, nie z moich.
Walery. Ejże, panie Jakóbie, proszę, niech się pan nie złości.
Jakób, na stronie. Oho, coś mi cienko śpiewa. Spróbuję udać zucha; jeśli będzie dość głupi, aby się przestraszyć, przetrzepię go trochę. (Głośno). A czy wiesz, panie śmieszku, że ja śmieszków nie lubię, i że, jeżeli będziesz mi w drogę właził, nauczę cię śmiać się z innego tonu? (Następuje groźnie na Walerego, który się cofa).
Walery. Ejże, zwolna.
Jakób. Co, zwolna? jak mi się będzie podobało!
Walery. Za pozwoleniem.
Jakób. Widzicie błazna!
Walery. Panie Jakóbie…
Jakób. Niema żadnego pana Jakóba. Jak się wezmę do kija, to ci tak skórę wyłoję…
Walery. Jakto: do kija? (Walery następuje z kolei na Jakóba).

Jakób. Nic, nic, ja tylko tak.

  1. Scena szósta. Znów jedna z owych w kładek niezwiązanych z treścią, i która mogłaby się znaleźć w każdej innej komedji. Komizm, wywołany tem iż ktoś kogoś okłada kijem, stanowił nieodzowną zaprawę dawnej farsy; Molier, jak widzimy, nie gardził nim w żadnej epoce swojej twórczości. Dzisiaj, tego rodzaju efekty działają na nas raczej osmucająco; ale wówczas ludzie byli twardsi: nie zapominajmy że była to epoka, kiedy piękne panie z wynajętych okien przyglądały się rozszarpywaniu końmi zbrodniarzy, i tym podobnym widowiskom.