Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Słowem, same inicjatywy? same inowacje! — syknął stary hrabia. — Nie pojmuję, skąd się u pana znalazła taka filantropja demokratyczna, bo nie jest odziedziczona po przodkach, justement!
— Owszem, panie, trochę odziedziczona po matce — odrzekł Waldemar. — Znał ją pan dobrze. Ona miała zawsze sympatje dla tych szerokich mas ludowych i chciała dla nich dobra. Mój dziadek także jest humanitarny.
— Ale pan krańcowo. Ja sądzę, że ostatnie wypadki, tyczące się pana osobiście, wiele wpłynęły na prąd jego przekonań. Pan dezertuje z naszych szranków arystokratycznych.
— Idę tylko w tyraljerkę — zaśmiał się Waldemar trochę nerwowo. Przeczuwał dalszy ciąg słów hrabiego.
Ale on dokończył:
— Nie! dezertuje pan, przechodząc jawnie do demokracji. Voilá! tu leży jądro kwestji.
Złośliwe tony bryznęły w zimnym głosie Mortęskiego.
Waldemar drgnął. Zapaliły mu się szare źrenice. Jednocześnie na twarzy mignęła nuda.
— Panie hrabio — rzekł, siląc się na spokój — gdyby te wpływy nawet istniały, mogłyby działać zaledwo od pół roku, a wszystkie ulepszenia wprowadzam u siebie od lat dziesięciu. Przez ten czas nie ukrywałem swych idei.
Ćwilecki wyprostował się i przemówił wolno, lecz z niebywałem ożywieniem na twarzy:
— Tak. Staję w obronie ordynata. Jego myśli społeczne znane są nie od dziś. Istotnie pan szerzy swe ideje od dawna i słowem i piórem. Mamy przecie jego artykuły, poruszające mnóstwo ciekawych kwestji. Pańskie odezwy pod nagłówkami: „Co my dla kraju?“, „Nie usuwajmy naszego posłannictwa“ i inne, są pisane śmiało, realnie i przynoszą zaszczyt autorowi.
Waldemar podziękował mu poważnem skinieniem głowy i mówił dalej, idąc za biegiem własnych myśli:
— Hrabia jednak dziwnym wzrokiem patrzy na mnie, posądzając najniesłuszniej osoby, które nie należą do krańcowej demokracji i — nie rozciągają nademną podobnych wpływów. Ja pojęcia swe mam wkorzenione. Od dziecka one kiełkowały, a uniwersytety i własne rozmyślania rozwinęły je. I podróże! Poznawszy z bliska porządki u obcych, zawstydziłem się ładu w naszym kraju i zacząłem działać. Wyniki w mych dobrach zadowalające, ale pragnąłbym dążyć do rezultatów ogólno-spełecznych.
— I zyskać sławę wodza, kierownika! — zaśmiał się cicho Mortęski.
Waldemar wzruszył ramionami.
— Słowa powyższe uwłaczają pańskiej powadze, hrabio. Ja nie dążę do dyktatury, lecz do spełnienia mych idei; moje zamiary wobec ogromu potrzeb społecznych są niczem. Widzę, że jakieś nieprzychylne prądy zaraziły hrabiego. Przykro mi, że nie mam w nim poplecznika, gdyż dla sprawy ogólnej konieczna solidarność. Ja jednak nie ustąpię, i tych, co mi zaufali, nie zawiodę. Proszę wybaczyć, jeśli byłem zbyt prawdomównym. Musiałem bronić swych zasad. Jestem pewny, że po bliższem i — samoistnem rozważeniu,