Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


naszej chwały. My zapracujemy nań sami, zamiast siedzieć na wysokości pod baldachimem rodowej pychy i wegetować. Piramidy faraonów są dobre w Egipcie. One nie przywędrują pod nasze stopy, ani też nam nikt podobnych nie wzniesie. Wracam do kółek. Przypuśćmy, że nasz włościanin, delegowany z gminy, na pierwszem posiedzeniu będzie się drapał w głowę i przyglądał panom. Na drugiem będzie słuchał, co mówią panowie, aż dojdzie i sam do słów, nikłych z początku, zawsze jednak wypowie, czego mu brak, a na to mu się zaradzi. Tym sposobem zacznie nabierać inteligencji, zainteresuje się gospodarstwem i będzie się uczył. Oto nasza dążność. Tymczasem staram się zaledwo o wyrobienie koncesji.
Mortęski wzruszył ramionami.
— I pan sądzi, że się uda ten program?
— Dołożę starań, aby się udał. Mam poważne poparcie w ministerjum, jeżdżę w tej sprawie do Petersburga i myślę, że potrafię dojść do celu.
Stary hrabia kręcił się niespokojnie. Wypukłe oczy utkwił w ordynacie i patrzał na niego, jak wódz na szeregowca, który przekroczył prawa pułkowe. Pęki-żółtawo-siwych włosów nad uszami najeżyły się więcej, nos, niby ostra dzida, i zacięte wązkie usta wyrażały jakąś obrazę.
Ordynat spokojnie wytrzymał karcący wzrok hrabiego, tylko usta drgnęły mu uśmiechem, a nozdrza zaczęły falować.
— Czego on odemnie chce? — myślał.
Panie hrabio — rzekł głośno — widzę, że mój program nie podoba się panu. Czy mogę wiedzieć powód niezadowolenia.
Hrabia Mortęski błysnął białkiem oczu.
— Owszem! Oto za prędko bierze się pan do sprawy, będąc — niezupełnie jeszcze obznajmiony. Za prędko — po...
— Po zostaniu prezesem? — podchwycił ironicznie Waldemar. — Więc pan sądzi, że ja przedtem nie interesowałem się sprawami społecznemi i Towarzystwem? Hrabia widocznie ma mnie za nowicjusza?
Tu wtrącił się Ćwilecki.
— Nie, nowicjuszem pana nie można nazwać, choćby z przyczyny, że pan jest organizatorem tej instytucji, pan ją inicjował. Kto zna budownictwo, potrafi rysować plany.
Mortęski skarcił towarzysza ostrym wzrokiem. Rzekł z dumą:
— Inicjator! to za mało! Do apostolstwa powołuje się ludzi starszych, szerzenie idei nie należy do — młodzi... za młodych.
Ordynat zaśmiał się.
— Chciał mnie pan nazwać młodzikiem? Proszę — najlepiej szczerze! wcale mnie to nie obraża, osobiście nie poczuwam się do tego, pod żadnym względem. Mam pojęcia nie chłopięce, a że wzbudzam ufność, to dowodzi, że mnie wybrano na prezesa i że przedtem zdołałem skłonić nasze koła do organizacji Towarzystwa.
Hrabia wzburzył się.
— Powtarzam, że apostołami nowych idei powinni być ludzie starsi — mówił rozgorączkowany.
— Skoro jednak ich niema... — rzekł śmiało Waldemar.
— Jakto? — jakto niema? Voila.
— Proszę mi ich wskazać.