Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Słyszałem od Giersztorfa, że pan wprowadza do naszej instytucji nowe ideje i pragnie je rozszerzyć.
— O jakich, mianowicie, hrabia mówi?
— Prawda, bo jest kilka! Więc chce pan podobno utworzyć towarzystwo okręgowe i kółka rolnicze — czy to, prawda?
— Tak, myśl miałem dawniej, teraz chcę prowadzić ją w czyn, robię starania.
— Ale co z tego?
— Bardzo wiele! to podniesie kulturę, wzbogaci poziom umysłowy włościan, zwiększy produkcję przy ulepszonem prowadzeniu gospodarstw i samopomocy.
— Nie zwrócił pan jednak uwagi na ten szczegół, że włościanie są zbyt mało oświeceni do podobnych inowacji.
— To też nie będą sami: takie kółka są pod egidą inteligencji. Obywatele przewodniczą włościaństwu. Odbywają z nimi posiedzenia, rzucają myśli, miewają odczyty, słowem wspólnie radzą nad korzyścią gospodarstw. Kółka chcę utworzyć na wzór poznańskich, gdzie są prowadzone wybornie, my zaś...
— No dobrze! — przerwał Mortęski — ale w Poznańskiem lud jest więcej cywilizowany, a u nas dzicz.
— Więc oświecajmy! To nasz obowiązek! Co w naszej mocy, powinniśmy robić, przynajmniej pobudzać obywatelstwo, dawać inicjatywę.
— Dużo pan znajdziesz chętnych! justement!
— Bardzo niewielu, wiem o tem, chociaż więcej chętnych, niż odpowiednich. Nasze średnie obywatelstwo nie nadaje się zbytnio do tego, głównie z przyczyn materjalnych. Oświecenie ludu wymaga, pewnych kosztów. Trudno żądać od ludzi, którzy sami borykają się z majątkiem, aby kształcili chłopów. Ale proszę wyliczyć domy magnackie w naszej gubernji i zamożne obywatelstwo. Ci są podstawą do czynów społecznych, gdyby tylko chcieli! Potrzebna pobudka? Więc dajmy ją! Może nie jeden się ocknie i przyzna słuszność wspólnej sprawie.
Przyzna, ale nie weźmie udziału.
— Dlaczego?
— Hm! to już jego osobista kwestja — wycedził Ćwilecki.
Waldemar uśmiechnął się.
— Zanadtoby się sfatygował, co? Bywają i tacy, nie przeczę. Ale przy ludziach prawdziwie odczuwających nasze potrzeby jest dużo jedynie ambitnych. Takim trzeba wskazać myśl, aby za nią poszli, nie dla myśli, lecz dla sławy, dla tej prostej ludzkiej słabości przewodzenia nad innymi, którzy z powodu gorszych warunków nie mogą sobie na to pozwolić. Bo filantropja, oparta na działaniu, to po części zbytek.
Mortęski pokiwał głową i zaśmiał się ironicznie.
— Tacy działacze dla ambicji niewiele zrobią, siła wykluczona.
Waldemar rzucił głową.
— Ja nie mówię o ich działalności samoistnej, tylko o ich współudziale, jaki potrzebny dla sprawy. Niech taki pan zgodzi się na oświecanie ludzi w swym majątku, a my już znajdziemy kierownika odpowiedniego. Na szkolnych ławach, panie hrabio, i w każdym fachu bywają umysły genjalniejsze i płytsze. Wydostanie się na wi-