Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wicz trochę dokazywał. Opowiadał swe wrażenia z pierwszego rzędu krzeseł, zachwycał się primadoną w roli hrabiny.
— A Bronia nie podoba się panu — spytał baron Weyher.
— Bronia? Hm! Bronia jest trochę w grze sucha, nazbyt kołkowata. Może to robi różnica stroju; kontusik i te tam puszki, wyloty, obok pajęczynowego kostjumu Djany, sprawiają efekt na niekorzyść Broni.
— Ona głównie razi obok dystynkcji hrabiny — rzekł Waldemar. — Dobra artystka i na scenie dama. Bronia nawet w tych samych gazach nie osiągnęłaby celu. Tu występuje różnica rasy.
Hrabia Barski rozparty na fotelu, z cygarem w zębach, patrzał impertynencko na ordynata.
— Proszę! pan odróżnia rasę? — przemówił kpiąco.
— Odróżniam! — odrzekł Waldemar chłodno.
— Voyons! a to nowa rzecz! Już po panu nie spodziewałem się takiej antytezy.
Ordynat rzucił się na fotel również w niedbałej pozie. Oczy utkwił w tłustej twarzy hrabiego i spytał jakby od niechcenia:
— A moja teza wolno wiedzieć jaka?
— Pańskie słowa są antytezą jego postępków, — odrzekł hrabia gwałtownie.
Waldemar był spokojny, lecz zimny.
— Za pozwoleniem! co hrabia przez to rozumie! Ja mówiłem o różnicy rasy pomiędzy samemi artystkami, nie naruszając ról, jakie wykonywają.
Twarz hrabiego pęczniała coraz więcej.
— A ja przeciwnie, mówiąc o rasie, miałem na myśli sferę hrabiny. Bronia zwykła sobie szlachcianeczka, musi razić wobec magnatki, to prawo natury. Dziwiłem się, że pan jeszcze nie zatracił zmysłu spostrzegania tych różnic, jakie biją w oczy. Powtarzany słowa pańskie są antytezą jego postępków, a te dowodzą — zaniku etyki!
Przytyk był wyraźny, wzmianka o szlachcianeczce stosowała się do Stefci bardzo niedwuznacznie.
Waldemar powstał wzburzony. Kilku panów, Brochwicz i Trestka zbliżyli się. Pachniało skandalem.
— Panie hrabio, dosyć! — zawołał ordynat syczącym głosem. — Moja teza i moja etyka stoi nieskończenie wyżej od wszelkich praw natury w mniemaniu pańskiem. Mój zmysł spostrzegawszy jest zaostrzony i czujny i tem lepiej pomaga mi odróżniać szlacheckie sokoły od wielu magnackich pawic, które sfera maluje w jaskrawe kolory! Rasa to przywilej wyłączny, nie związany z żadną sferą, wchodzi nie przez okraszone pióra, lecz przez szlachetną krew i także bije w oczy. Przytem jest w parze z delikatnością, a ta nie zawsze bywa w osobnikach, we własnej imaginacji drapujących się w rasę. Jeśli Obraziłem hrabiego, adres mój wiadomy.
Ordynat skłonił się trochę wyzywająco i wyszedł z fajczarni.
— A to mu łupnął! — rzekł cicho Brochwicz.
— Pojedynek? — zdumiał się Trestka, wznosząc brwi.
Brochwicz wyciągnął go na korytarz.
— Awantura! — mówił, zacierając ręce. — Pan myśli, że Barski skorzysta ze słów ordynata? Przecie to formalne wyzwanie. Ale nie