Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


objął ordynację, do czasu, aż się ożeni. Ja przecierałam je zawsze sama, tylko z Ritą lub Dobrzysią. Teraz Waldy tobie je odda. Te klejnoty zdobiły bardzo dumne głowy, teraz ubiorą twoją — śliczną.
Stefcia szarpnęła się, porwała księżnę za rękę.
— Nie, babciu! nie! nie! proszę to schować, to nie dla mnie!
Staruszka spojrzała na nią ciekawie.
— Jakto nie dla ciebie? Będziesz jego żoną i ordynatową, to twoja własność. On cię tem sam obsypie. Ja tylko pokazuję.
Pootwierane pudełka zaiskrzyły się świetlną zawieją. Barwny pożar ognistych zórz zajaśniał na stole.
Stefcia ujrzała wspaniałe djademy z brylantów, kolje, kolczyki, bransolety, perły urjańskie, różowe i szare. Krwawiły się przed jej oczyma sławne rubiny Michorowskich, lśniły zieloną topielą szmaragdy, błyskały tajemniczo szafiry, seledynowo-różowe opale. Całe morze iskier, barw, jak z bajki wyjętych, gorzało w blasku elektrycznym. Sypały się potoki zaczarowanych ogni, gorące łuny z olbrzymich karbunkułów rubinowych. Złote łańcuchy, staroświeckie klamry, pierścienie, wstęgi naszywane klejnotami — wszystko rzucało snopy oślepiających promieni.
I dziwny był to obraz. Duży stół, zarzucony masą klejnotów, przy nim, w wysokim krześle, poważna, dumna staruszka, podparta na ręku i smutnie zamyślona. Obok młoda, śliczna dziewczyna, z lekką trwogą w oczach, wpatrzonych w skarby, o jakich nie miała pojęcia. Światło lamp elektrycznych oblewało tę grupę białą omastą, zarzyły się klejnoty, a twarze dwóch kobiet nabierały nieskalanej plastyki wyrazu.
Oczy Stefci, również jak klejnoty, jak ciemne ametysty w oprawie brylantów, nie miały w swym wyrazie chciwości, ale moc przeróżnych myśli trochę smutnych. Kto nosił te bogactwa? jaka ich historja? czy i one widywały łzy, czy więcej uśmiechów.
Księżna, jakby tą samą wiedziona myślą, zaczęła przebierać między pudełkami. Jej długie białe palce dotykały djamentów, kolji, ślizgały się po sznurach pereł. Mówiła cichym głosem:
— Ten djadem z pereł i brylantów dostała od męża prababka Macieja, Anna Koniecpolska, wojewodzianka mazowiecka. Dla niej był kupiony w Paryżu za bajeczną cenę. Tę kolję z rubinów lubiła najwięcej żupanówna węgierska, z domu hrabiów Esterhazych. Bardzo piękna brunetka, przepadała za strojami. Tylko nie wiele miała serca. Chciała się rozwodzić z mężem. Do skandalu nie doszło, ale życie było nędzne. Patrz, te brylanty ze szmaragdami były noszone najczęściej przez moją Elżunię. Jak ona w nich wyglądała. Mam ją w oczach na balu, w Wiedniu w ambasadzie włoskiej. Tę kolję miała na szyji, a te szmaragdy we włosach. Była wtedy w największym rozkwicie urody, już ostatnim. W kilka lat potem zmarła...
Księżna westchnęła ciężko.
Wzięła teraz naszyjnik z brylantów w połączeniu z opalami prześlicznych ogni i cennej roboty. Przesunęła kamienie przed oczyma Stefci.
— To przywiozła ze sobą księżniczka de Bourbon, Gabrjela. Nieszczęśliwe opale nie dają podobno szczęścia. Taki zabobon w tym wypadku sprawdził się. Ten naszyjnik ojciec ofiarował jej w dniu, w którym pierwszy raz weszła w świat Znasz jej historję. Zaledwo