Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tylko Stefcią wstrząsnął dreszcz jakiś rozkoszny, ale dziwnie trwożny.
Może spłynęły wówczas do salonu nad młodą parą duchy zmarłej Stefanji Rembowskiej i Gabrjeli de Bourbon, jak nieme a ponure memento najszczęśliwszych jaśni życia.




XIX.

Wieść o zaręczynach ordynata Michorowskiego z panną Rudecką rozeszła się echem wśród arystokracji, wywołując gniew i wiele protestów, wśród szerokich klas inteligencji — zdziwienie. Niektórzy nie wierzyli w prawdziwość faktu, poczytywali to za fałsz. Salony, kluby, buduary trzęsły się rozgwarem rozmów tylko o tem prowadzonych, ale szepty były jeszcze gorsze, bo złośliwe.
— Mezaljans! mezaljans! — brzmiało wszędzie.
Wszystkie hrabianki i księżniczki, wszystkie panny, liczące na ordynata, czerwieniły się, obrażone, w pięknych ząbkach mełły nieżyczliwe słowa, a w wytwornych główkach knuły złe myśli.
Sensacyjną wiadomość zaręczyn ogłosiły dzienniki w formie bardzo życzliwej. Pewne osoby z arystokracji wiadomość tę chciały podać w jaskrawych barwach, ale redakcje odmówiły ze względu na ordynata.
Wśród arystokracji huczało jak w ulu.
Stefcia była na wszystkich ustach. Jej fotografję w grupach głębowickich i pojedyncze, rozdawane przez pannę Ritę, przechodziły z rąk do rąk. Jedna, poszarpana w kawałeczki, spłonęła na kominku W pałacu Barskich, ciśnięta w ogień przez drapieżne rączki hrabianki Melanji.
Margrabina Silva pisała do ordynata patetyczne listy, które razem z paczką innych w podobnym rodzaju zostały zamknięta w szufladce biurka, zwanej archiwum starożytności.
Wesoły Brochwicz, po powrocie z Berlina, wirował wśród salonów, roznosząc sławę Stefci. Zachwycał się głośno i szczerze przyszłą ordynatową. Z tego powodu naraził się w wielu domach, ale dowcipny chłopak nie tracił zapału.
Powszechną zgrozę i nowe wstrząśnienie wywołała wiadomość, że w parę tygodni po zaręczynach do Ruczajewa przybyła z ordynatem księżna Franciszkowa Podhorecka i panna Rita. Za nimi podążył nieodstępny Trestka i Brochwicz, który jako przyjaciel osobisty i kolega ordynata, chciał Stefci złożyć życzenia.
Ruczajew zaroił się gośćmi. Stefanja promieniała szczęściem, które podnosiło jeszcze jej urodę. Ale te odwiedziny były powodem nowej burzy w Słodkowcach. Pani Idalja traciła zmysły z gniewu, lecz z Lucią nie mogła sobie dać rady. Dziewczynka gwałtem chciała jechać do Ruczajewa, błagała o to matkę, a widząc jej stanowczy upór, postanowiła udać się tam z panną Ritą. Lecz baronowa i na to się nie zgodziła; wszelkie prośby pana Macieja odparła ostro i, zabrawszy córkę wyjechała z nią zagranicę. Lucia w sekrecie przed matką napisała do Stefci bardzo rozpaczliwy list. Dziewczynka była rozkapryszona i stosunek jej do matki stał się okropnym. Pani Idalja wyjechała na Rivierę, pozostawiając ojca na opiece pana Ksawerego.