Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i mezaljansy. Nie wedle oprawy sądzi się drogi kamień, lecz wedle prawdziwej wartości. I w złocie znajdują się falsyfikaty.
Waldemar rozdrażniony rzucił się w głąb fotelu, a wszyscy zrozumieli, że walka z nim nie doprowadzi do pożądanych wyników. Twarze obecnych sposępniały.
Nagle książę Franciszek poruszył się, i wydobywając z siebie cały zapas energji, pewien efektu, rzekł dobitnie:
— Panna Rudecka może zostać Michorowską, ale nie ordynatową, i bez praw do ordynacji.
— A to jakim sposobem? — spytał spokojnie Waldemar.
— Franiu, pleciesz głupstwa — rzekła młoda księżna, cała w ogniach.
— Jakim sposobem moja żona nie będzie ordynatową?
— Bo przez mezaljans twego małżeństwa z nią możesz ordynację utracić.
Waldemar spojrzał na księcia rozbawionym wzrokiem, usta mu zaczęły drgać śmiechem i nie wytrzymał. Na salę runął jego śmiech szyderczy, pełen ironji, ale wybuchowo wesoły.
— Ha! ha! ha! a to mnie bawi! i któż zostanie tym egzekutorem, kto mnie wydziedziczy z ordynacji?
Zwrócił się do księcia:
— Czy pan? Ha! ha! ha!
Śmiał się swobodnie, ale tak szatańsko, że wszystkim zrobiło się zimno. Książę siedział czerwony, niemy z oburzenia, hrabia skubał nerwowo brodę, panie były ogłuszone, księżna bliska omdlenia. Niedorzeczny występ syna zawstydził ją, śmiech Waldemara gniewał, nie wiedziała, co ze sobą począć. Pan Maciej mienił się na twarzy. Stanęła przed nim podobna chwila z pierwszej młodości jego życia. Jemu tak samo grozili, ale on nie posiadał odwagi Waldemara, on nie śmiał się tak swobodnie, zląkł się i uległ.
Stary magnat wstrząsnął się na to wspomnienie, zabolało go porównanie.
A tymczasem Waldemar przestał się śmiać i mówił chłodnym, pewnym głosem:
— Chcieliście mnie nastraszyć morganatycznem małżeństwem, teraz straszycie wydziedziczeniem z ordynacji. Na mnie kolej zapytać: jakie prawa macie do tego? Pomijam morganatyczność, gdyż to jest absurd niegodny wzmianki, mówmy o wydziedziczeniu. Kto może tego dokonać? Istnieje tylko jedna odpowiedź — nikt. Ja nie mam lat osiemnastu, ale trzydzieści dwa, wyszedłem z wszelkiej opieki i nie daję nikomu pełnomocnictwa do rządzenia sobą. Godnością i postępowaniem swem kieruję sam i zupełnie czuję się na siłach; w takich zaś kwestjach, jak małżeństwo i osobiste szczęście, nie zasięgam rad niczyich. Wiem czego pragnę i do czego dążę. Wydziedziczyć mnie nie można, ponieważ jestem ostatni Michorowski z linji głębowickiej. Zresztą, gdyby było więcej członków tej linji, lub gdybyście chcieli powołać innych Michorowskich na ordynację, to i tak nic z tego, bo ja się nie zgodzę, a ponieważ jestem pełnoletni, więc prawo mnie broni. Wszyscy to rozumieją, nie potrzebne paragrafy, i dziwię się, że książę tak stanowczo dowodził o odebraniu mi tytułu. Wyglądało to tak, jak straszenie dziecka pozbawieniem go grzechotki. Na szczęście nie jestem płochliwy, swe prawa znam i wy-