Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


magnackie nazwisko. To są, powody, dla których trzeba się ze mną. liczyć. Pojedyńcze osobniki niezadowolone istnieją, zawsze, nawet w zwykłych warunkach, ale o nich mniejsza: zginą, w ogólnym prądzie.
— Pozwolę sobie zrobić uwagę — rzekł hrabia Morykoni. — W zwykłych warunkach malkontenci mogą być jedynie na podstawach osobistych uraz lub zawodów. Tu zachodzi niechęć i odraza sferowa. To nas łączy solidarnie, wywoła oburzenie w całej arystokracji. Panna Rudecka powinna być względem nas obcą zawsze, ona dla naszej sfery jest — trędowata! Voila!
Waldemar zmrużył oczy, z pod rzęs popatrzał na hrabiego strasznym wzrokiem, z bezmiernem szyderstwem i chłodem, poczem rzekł:
— Brawo, panie! Trędowata! To samo słyszałem już raz od Barskiego, lecz ponieważ wszyscy wiedzą, kim jest tamten pan pod względem intelektualnym, więc nie spodziewałem się usłyszeć powtórzenia w dzisiejszym zgromadzeniu. Nie wiem, czy to określenie jest zapożyczone od Barskiego, czy też to nowe wydanie — w każdym razie winszuję! Jest to bajeczny dowcip i genjalny w swej naiwnością
Wszyscy osłupieli, bo Waldemar mówił niby spokojnie, lecz z niesłychanem podnieceniem i kto go znał lepiej, ten zadrżał. Hrabia był również zapaleniec. Zaciął wargi, ale podniósł butnie głowę, świecąc złotą oprawą szkieł. Odezwał się obrażonym tonem:
— Dziękuję ordynatowi za jego uwagi, które są... zbyteczne. Krytyka pańska nasuwa myśl stanowczego zakończenia tej gry na słowa.
Waldemar skłonił mu się drwiąco, lecz uprzejmie.
— Panie hrabio, jestem zawsze przygotowany, zakończyć ją matem.
Zaległo groźne milczenie. Skandal wisiał w powietrzu. Obaj przeciwnicy patrzyli sobie w oczy bez słowa, tylko hrabia sapał i mienił się na twarzy a Waldemar, posągowo spokojny, patrzał na niego jak wilk na ofiarę. Jeszcze chwila, a nastąpiłoby coś nieoczekiwanego. Ale ocknęła się pierwsza młoda księżna.
— Panowie, proszę o głos — zawołała wzburzona i zaczęła mówić:
— Wszystkie motywy, jakie ordynat podaje na obronę panny Rudeckiej i kwestji zamierzonego z nią małżeństwa, ja podzielam w zupełności i twierdzę, że panna Rudecka, jakkolwiek nie jest z naszej sfery, nie pochodzi jednak z klasy ludzi, z którymi stosunki nasze absolutnie nie mogłyby istnieć. Pozatem znamy osobiście pannę Rudecką i bezstronnie mówiąc, wiemy, co o niej sądzić. Wypowiedziałam swój pogląd, teraz odstępuję głos ordynatowi.
Waldemar jął mówić spokojnie:
— Żeniąc się z panną Rudecką nie popełniam skandalu, nie wprowadzam do rodziny osoby z gminu, ani też podejrzanej. Mezaljansem nazwać możecie różnicę stanowiska obu rodzin, wyraźną, lecz nie jaskrawą, i różnicę majątkową. To tworzy ową sferę. Jest to mur, poza który bardzo rzadko wyglądamy, gdyż każdemu brak odwagi. Ten mur sferowy jest tak najeżony przesądami, pielęgnowanemi od wieków, tak przesiąkły fanatyzmem, że zatruwa każdego,