Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 02.pdf/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Więc miałem się żenić z panującą księżniczką, czy z królewną z tysiąca i jednej nocy?
Księżna błysnęła oczyma.
— Chciałam dla ciebie księżniczki Lignickiej — odmówiłeś. Chciałam hrabianki Prawdzicówny — znakomity ród i po Lignickiej pierwsza partja w kraju — także nie. Już pomijam księżniczki zagraniczne i panny ze sfer dworskich, gdzie miałeś wielkie szanse. W ostateczności zgodziłam się na Barską, która ma świetną parantelę — i ta nie!
Machnęła ręką zniechęcona.
— Moja babciu! czy Michorowski ma się koniecznie oglądać na parantelę? Czy ten szczegół ma być nieodzownym w wyborze żony? My już mamy dosyć świetnych nazwisk. Na partję oglądali się moi dziadziowie i pradziadowie, niechże mi będzie nareszcie dozwolone pominąć ten szanowny tradycyjny punkt i zostać szczęśliwym. Dotychczas nasze kroniki rodzinne mówią wiele o szumnych partjach, ale o szczęściu milczą zagadkowo. Ja chcę rozświetlić ten jedyny cień na ich szpaltach.
— Przesadzasz, Waldemarze! twoi przodkowie żenili się stosownie i bywali szczęśliwi.
Ordynat wzruszył ramionami.
— Wiem, że pradziad Andrzej, ożeniony z hrabianką Esterhazy, spokrewnioną z Habsburgami, chciał się z nią rozwodzić, mimo jej bogactw i piękności. Wiem, że dziadek Maciej ze swą francuską księżniczką byli razem parą najnieszczęśliwszych ludzi i że mój ojciec z księżniczką Podhorecką również do szczęśliwych się nie zaliczali.
— Twoi rodzice kochali się, ale byli różnych pojęć — to ich dzieliło.
— Zawsze jednak jakieś „ale“ stanęło na drodze. Zresztą, o ile wiem, mama, wychodząc za mąż, kogo innego nosiła w sercu.
— Ach! to dzieciństwo!
— Dzieciństwo? Łatwo to powiedzieć! ale ono niesłychanie przeszkadza, są dowody na mamie i na dziadku Macieju. W jego młodości takie dzieciństwo zatruło późniejsze życie.
Zaczął chodzić po pokoju.
Księżna wodziła za nim przestraszonemi oczyma i nagle spytała:
— Czy to prawda, że ta... Stefcia jest wnuczką tamtej... historycznej Korwiczówny?
— Tak, jest jej rodzoną wnuczką.
— I ty może dlatego? — dla powetowania?
Waldemar stanął.
— Cóż znowu! Kochałem Stefcię, nie wiedząc jeszcze o niczem, i nie dam jej sobie wydrzeć tak, jak tamtą wydarto dziadkowi.
— Więc ty sądzisz, że tobie pozwolą na taki mezalians? na ożenienie się z Rudecką? tobie... ordynatowi na Głębowiczach? Michorowskiemu?
Waldemar rzucił dumnie głową.
— A kto mi zabroni? — zapytał wyzywająco.
— Rodzina! sfera! tradycja! ja! — wołała gwałtownie księżna.
— Za pozwoleniem! Ja jestem pełnoletni, więc rodzina nie ma prawa zabronić mi tego. Sfera?; Kpię sobie z niej! Tradycja mnie