Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ordynat jest zastosowany do swego otoczenia — odrzekła prędko.
— To znaczy cudowny.
— Och nie! Lubię cudowne rzeczy, ale cudownych ludzi nie znoszę.
— To wiele mówi! Przytem jest pani sama z sobą w niezgodzie.
Stefcia złożyła mu dworski, powłóczysty ukłon.
— Monsieur! je suis enchantée.
Zaśmiała się i znikła.
Hrabia ruszył wytrwale za nią.
Waldemar słysząc wszystko, przeciągnął rękę po czole.
— Jak ona potrafi się zbywać i jak sobie z nich nic nie robi — szepnął zadowolony.
Postanowił zbliżyć się do niej sam.
Siedziała na marmurowej ławeczce z księżniczką Lilą Podhorecką w otoczeniu kilku panien i panów. Gdy Waldemar podszedł, Stefcia zwróciła się do niego:
— Panie Michorowski, prosimy na kongres międzynarodowy. Jest tu dosyć narodowości w kostjumach. Jedni obstają za menuetem, a drudzy chcą jeszcze napawać się palmami.
— A pani do których należy?
— Ja zajmuję stanowisko pośrednie, bo menueta nie tańczę. Wybrano mię na arbitra.
— Zatem interwencja moja nie jest potrzebna?
— Ale do jakiego należy pan obozu?
— Ja jestem za menuetem. A większość głosów?
— Tak samo. Więc sprawa rozstrzygnięta.
Wdzięcznym ruchem uderzyła się wachlarzem w dłoń.
Wodzirej, młody książę Giersztorf, wybiegł na salę. Wkrótce zagrzmiała muzyka. Menuet popłynął melancholijną, dźwięczną nutą. Stefcia i Waldemar stali w drzwiach palmiarni pod wielkiemi festonami róż i zieleni.
— A pan nie tańczy?
— Nie, pani.
— A jednak pan głosował za menuetem?
— Umyślnie. Wolę rozmawiać z panią.
Stefcia umilkła. Rozbawionemi oczyma ścigała barwny sznur wijących się par. Biała sala, ubrana w palmy i kwiaty, strojna we freski i wspaniałe złocenia, fantastyczne postacie, chylące się ku sobie w wytwornych ukłonach, sprawiały wrażenie z pierwszych lat stulecia.
— Tak musiały wyglądać bale w Sans Souci i Wersalu — rzekła Stefcia do ordynata.
— Tak, tylko brakuje peruk i koronkowych żabotów, no i pończoch.
— I muszek na twarzach pań oraz kokieterji — dodała Stefcia.
— Tej zawsze dosyć. Nawet i pani ma trochę kokieterji.
— Doprawdy?
— Ale u pani jest ona wyłączna. Kokieterja mimozy pociąga bezwiednie i nawet jest wybredna.
— Z czego pan to wnioskuje?
Michorowski z ładnym uśmiechem poruszył głową.
— Stawia pani dość śmiałe pytanie. Gdy zechcę być szczerym, muszę być zarozumiałym, a na to mi nie pozwala własna etyka.
Dziewczyna zmieszała się, ale odpowiedziała szczerze: