Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Waldemar śmiał się, nie przestając chodzić. Brochwicz szepnął mu na ucho:
— Spójrz! Barskiego napadł magnacki szał. To chwila osłupienia, zaraz się wścieknie.
Starszy książę Zaniecki dotknął ramienia Barskiego i rzekł spokojnie:
— Zaniechajmy dyskusji! Może kochany hrabia pozwoli wina?
I pociągnął zaperzonego magnata do stołu.
Na widok pełnych kielichów Barski się uspokoił. Ordynat stanął i spoglądał na niego, poczem z ironicznym wyrazem ust pokiwał głową.
— Wszystko się u nas na tem kończy — rzekł z bladym uśmiechem.
Kielichy krążyły gęsto. Brochwicz trącił w ramię Michorowskiego i Żnina.
— Patrzcie na Wilusia! szepnął z zabawną miną.
Student stał w półotwartych drzwiach, pochylony naprzód, i zjadał oczyma śpiewające cyganki. Twarz mu zbladła, oczy miał zamglone. Widok pięknych szansonistek pochłaniał go; przypatrywał się z ciekawością nowicjusza i, przyparty do drzwi, z wyciągniętą szyją, wyglądał jak kot, zaczajony na myszy.
Waldemar uśmiechnął się.
— Konfiturki, co? Ładny ogródek chwastów!
Ale Wiluś nie słyszał.
Brochwicz cicho podsunął się do chłopca i wypchnął go lekko za próg.
Wiluś oszołomiony, znalazł się na środku sali.
Dwie cyganki cisnęły nań kwiatami, jedna zaczęła tańczyć czardasza.
Wiluś miał minę zupełnie ogłupiałą.
— Ha! ha! — zaśmiał się basem hrabia Barski. Wtórował mu dystyngowanym dyszkantem Morykoni.
Waldemar skrzywił się.
— No, Jurek! głupstwa robisz. Do czego tg podobne!
Brochwicz zanosił się od śmiechu.
— Ależ patrzcie tylko na niego: opędza się jak od much. Nie wiedziałem, że z niego taki skowronek.
Trestka wprowadził Wilusia z powrotem do gabinetu.
Chłopak był więcej oburzony, niż zły, ale patrzał na Brochwicza chmurnie: miał już w głowie kilka kieliszków wina.
— Patrzcie! Trestka w roli niańki! — wołał Brochwicz. — Nic dziwnego, przyszły szwagierek...
— Dajcie mu spokój! Ty, Jurek, jesteś dziś zupełny warjat — mówił Michorowski.
— Ja chciałem tylko wprowadzić średniowiecznego trubadura do lamparciej jaskini, bo mu się widocznie podobała.
— I chybiłeś, dzięki interwencji pana Trestki, no i gołębim instynktom jego pupila — zaśmiał się Żnin.
— Tak! Trestka bajecznie zna swoje obowiązki — zapewniał Brochwicz.
Książę Giersztorf podniósł do góry kielich z szampanem.
— Panowie toast na cześć dzisiejszych zdobywców nagród, ordynata w pierwszym rzędzie!
— Nie można pić: brak panny Rity, która jest również nagrodzona.