Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Książę Zaniecki, który nie pił za dużo wina, ale za to mocno niepokoił się synem i jego rozmarzonemi oczyma, podszedł do spacerującego Waldemara.
— Pan ma słuszność, zbłaźniliśmy się. Ale mówiłem panu już dawniej, że Mortęski to mumja — dodał ciszej. — On wierzy tylko w wyższe sfery, sam obracając się w najwyższych.
— Więc czerpie swą potęgę z obowiązujących uniformów? Ha!... strój wprawdzie błyszczy z daleka, ale to nie zaszczyt.
Zbliżył się do nich hrabia Barski.
Słówko, panowie! — rzekł z miną, jakby zapowiadał zbombardowanie świata. — Słuchałem, co mówił ordynat, i dziwię się. Jednak pewne odróżnienie między patrycjatem a plebsem być musi. Mówię o fanfarach, to wielki, według mnie, takt dyrektora orkiestry.
— Osioł — zmełł w zębach Waldemar.
— Co zaś do wystawców, wszyscy zostali ocenieni dobrze: nie można zbytnio wysuwać naprzód drobniejszych producentów bez zaćmienia większych.
— Więc hrabia nie znajduje miejsca dla prostej sprawiedliwości, dla bezstronnego sądu? — wybuchnął ordynat. —
— Więc na cóż jest ustanowiona ekspertyza? Wywieśmy na wystawie wielki szyld, opiewający naszą chwałę i zasługi, a na wytwory niższych producentów nie zwracajmy uwagi. Zróbmy już świństwo zupełne, kiedy się do tego dąży.
Hrabia Barski wzniósł głowę jeszcze wyżej. Zaokrąglone oburzeniem oczy magnata zwróciły spojrzenie na twarz Waldemara. Rzekł tonem mentorskim:
— Za pozwoleniem! szyld my już mamy, nie potrzebujemy go wywieszać. Naszym szyldem jest nasza sfera i ona powinna kierować masami. Na wystawie dajemy pole wszystkim producentom, możemy ich oceniać i nagradzać ale... w miarę.
— Głupstwo! — mruknął Waldemar.
— Przyznam się hrabiemu, że niezupełnie rozumiem — rzekł młody Giersztorf. — Czy to ma znaczyć, że musimy liczyć się z postępem niższych mas, aby nie dopuścić zrównania z nami?
— Hrabia widocznie ma na myśli owe ramy lustrzane, jakie porównałem do tych mas — rzekł z pyszną miną Michorowski. One — według mniemania hrabiego — rozszerzając się, mogą nas, kiedyś zdruzgotać, Obawy przedwczesne, ale słuszne, bo w kulturze wieków my będziemy się zwężać, oni rozrastać, aż nastąpi kataklizm, przypominający potop. Zaleją nas te masy, jeśli nie będziemy mieli Noego, któryby dość wcześnie pomyślał o arce. Ale i tu jeszcze w interesie naszym leży uświadamiać masy, szerzyć postęp, zachęcając bodaj w drobnostkach. Przez to zasłużymy na wdzięczność potomków naszych, bo lepiej być zatopionym w czystej bieżącej wodzie, niż w brudnej kałuży. Postępując wedle programu hrabiego, nie zyskiwalibyśmy zwolenników, lecz wrogów, co już dla nas najmniej pożądane, nawet niebezpieczne.
Hrabia patrzał zdumiony, z miną pyszałka, który widzi, że jego dzieło toczy robak. Namyślał się nad wyborem stosownej broni do zmiażdżenia zuchwałego przeciwnika.
Giersztorf uśmiechał się, zupełnie zadowolony. Świrko raczył się ostrygami i mówił, wywijając palcem: