Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stefcia słuchała ubawiona i, wpadając w ten sam ton, odpowiadała również bez sensu. Obie panny miały wygląd bardzo zainteresowany... wystawą.
Ale hrabianka, witając się, podeszła już zbyt blizko. Udawać dłużej było niepodobieństwem, zwłaszcza, że hrabia Barski zawołał głośno:
— Ah! mademoiseile Marguerite! Bonjour! zachwycałem się Buckinghamem. Pyszny koń!
Panna Rita doskonale udała zdziwienie.
— Gdzież hrabia był? Nie widziałam go w lożach!
— Byliśmy w łoży przy trybunie sędziów. Jest i Melanja. Otóż i ona.
Podczas powitania dwóch pań hrabia patrzał z ukosa na Stefcię, nie wiedząc kto to, i jak wypada się wobec niej zachować. Ale wybawiła go z kłopotu panna Rita:
— Hrabia Barski... panna Rudecka.
Forma prezentacji sprawiła, że hrabia przywitał Stefcię, jak osobę „z towarzystwa“ — nawet podobała mu się, ale w głowę zachodził, skąd ona jest. Zmarszczył brwi i przebiegał myślą Niesieckiego, szukając nazwiska Rudeckich. Hrabiankę i Stefcię panna Rita poznajomiła również w sposób nie wzbudzający podejrzenia. Hrabianka była wesoła, lecz jakby zaskoczona. Nie szperając w Niesieckim, jak ojciec,na równi z nim myślała, kto to być może. Ją przedewszystkiem uroda Stefci dotknęła niemile.
Rozmowa zaczęła się lekka, uprzejma, z obopólnem zaciekawieniem, lecz małą dozą sympatji. Zbliżenie się panów od startu zmieniło to, hrabianka skierowała ku nim całą swą postać, humor, dowcip. Ordynat miał powodzenie. Winszowano mu gorliwie, co go jednak nie wzruszało. Z konieczności znalazł się w orszaku hrabianki, wciąż przez nią zaczepiany. Trestka usiadł obok Stefci i Rity.
— Wszyscy chwalą ordynata, mogłyby choć panie mnie pochwalić — rzekł niby żartem, ale kwaśno.
Panna Rita wzruszyła ramionami. Stefcia zaczęła mu dowodzić, że gdyby nie nieszczęsna trema, wszystko byłoby inaczej.
— Ale wyglądał pan nieźle — zakończyła z komiczną powagą.
— Nieźle! dziękuję za łaskę, nie wysadziła się pani na komplement.
— Bo też nie miałam go na myśli.
— Ale za to pani robiła wenę. Buckingham mógłby o tem coś powiedzieć, a nawet i Apollo.
— A pańska Salamandra? — podchwyciła żywo Stefcia.
— Salamandra nie darmo nosi swą nazwę: żaden płomień jej nie wzruszy.
— Tylko dobry jeździec.
— Sapristi! pani zaczyna być gorzką. Zawsze jednak jest pani szczerą, a to wolę od fałszywych pochwał, jakiemi witała mnie hrabianką Paula, mrugając na tego osła Weyhera. Do djabła! przecież nie potrzebuję jej protekcji.
— Staje się pan niemożliwym, panie hrabio.
— Pardon! otworzyłem swój codzienny słownik, zapominając o obecności pań. Pardon!
Hrabia Barski śledził rozmawiających i, upatrzywszy chwilę, spytał Zanieckiego; poruszeniem brwi, wskazując na Stefcię:
— Qui est ca?...