Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Trestka zrzucił binokle.
— Nie mam weny, c’est sur! To mnie pociesza, że pewno nikt na mnie uwagi nie zwrócił. Byli lepsi!
— A panna Szeliżanka — zapytał Brochwicz.
— Ech! może nawet nie widziała, że jeżdżę.
Na drodze do stajen konie musiały iść wolne, gdyż tłumy publiki cisnęły się. by lepiej widzieć wracających jeźdźców. Jakaś młoda osoba, nieźle ubrana i przystojna, patrzała chciwie na ordynata; i w chwili, kiedy koń jego przechodził obok, zawołała dość głośno:
— Jaki dzielny i jaki piękny!
Waldemar, chociaż zamyślony, usłyszał i spojrzał na nią z roztargnieniem; widząc zachwycony wzrok, utkwiony w siebie, uśmiechnął się, zrobił mimowolny ruch ręką do kapelusza, co nieznajomą panią zachwyciło jeszcze więcej. A on spoważniał. Przyszło mu na myśl: czy też Stefcia widziała go dobrze i czy jej się podobał. Poczem szepnął do siebie w duchu:
— Zaczyna interesować mnie własne powodzenie? Nadzwyczajny objaw!
I lekko wzruszył ramionami.
Rozpoczął się nowy bieg. Teraz pomiędzy innymi jechał Wiluś na Buckinghamie. Zniżono barjery do dawnej wysokości. Panna Rita, stojąc w loży, niespokojna, drżąca, cisnęła przez zęby:
— Buckingham wziąłby wyższą przeszkodę, ale nie z Wilusiem. Byłoby tak, jak z Trestką.
Cały czas stała wychylona, przed każdym skokiem koni krzywiła twarz, jakby doznając fizycznego bólu. Ale bieg udał się. Wiluś przesadził i jechał śmiało, z dobrą miną, rzucając ukośne spojrzenia na lożę, w której siedziała Stefcia. Walczył pod jej sztandarem.
Gdy bieg się skończył, Rita odetchnęła.
— A co! Wiluś a de la chance! Trochę mi żal wyższych przeszkód, ale taką wysokość mogły brać jedynie konie ordynata, znakomicie trenowane. Weźmie złoty medal, bez kwestji.
— A pani? — spytała Stefcia.
Wtem obok ich loży jakiś młody głos kobiecy przemówił po francusku. Jednocześnie rozległ się wesoły, kokieteryjny śmiech.
Stefcia spojrzała w tę stronę.
Młoda panna, wysoka, śniada, bardzo piękna brunetka, ubrana strojnie, szła obok lóż w towarzystwie starszego pana i dwóch młodszych. W jednym z nich Stefcia poznała księcia Zanieckiego. Panna Rita wychyliła się także i z pospiechem odrzuciła w tył swą pyszną figurę, zagryzając wargi.
— To Barska z ojcem — szepnęła do Stefci.
Obie cofnęły się w głąb loży. Hrabianka wstępowała na schody.
Pani Idalja witała pierwsza z wielkiem wylaniem czułości, księżna Podhorecka uprzejmie, lecz poważnie, Lucia chłodno. Kilku panów z następnych lóż podniosło się, idąc z powitaniem i szablonowym uśmieszkiem na ustach. Hrabianka triumfowała. Panna Rita nachyliła się do Stefci i, udając, że nic nie widzi i nie słyszy, mówiła:
— Widzi pani ten tłum?... o! widzi pani?... Niech się pani nieogląda... A co, dobrze idą konie?... Proszę słuchać, jak się rozczula Idalka.... jak dla własnego syna... Piękne konie!... Niech się nią nacieszy, ale nic z tego! Ach, ta wystawa!...