Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A dlaczego pan nie ma obory głębowickiej?
— Miałem na poprzedniej wystawie w M.
— Pańska obora dostała wówczas złoty medał, pamiętam. Dziś za konie i zboże dostanie pan znowu medale, a ja pracowałem nad swoja oborą i nic — narzekał Trestka.
— Cierpliwości, panie!
— E! pan też niewiele jej zużył, nie siedzi pan wieki w Głębowiczach?
— Ale ma miljony i energję — podchwyciła panna Rita.
Waldemar z uśmiechem ukłonił się jej.
— Za ostatnie dziękuję.
— Za energję?... To każdy wie!
— Tegoroczna wystawa ma jednak okazowe działy — odezwał się książę Giersztorf, starszy człowiek, mocno już posiwiały.
Waldemar poruszył głową.
— O tak! bardzo pocieszający fakt i obiecujący — rzekł z żywością. — Niektóre działy dowodzą, że nasz krajowy przemysł ma wielkie dane do rozwoju, nawet szybkiego. Zdolność w narodzie jest, ale zbywa na dobrych chęciach i pomysłowości. Tylko, jak zawsze, brak szerszej kultury ekonomicznej, głównie u niższorzędnych producentów, oraz inicjatywy, płynącej z wyższych sfer. Potrzebna solidarność, a wyniki na przyszłość zapowiadają się bardzo dobrze. Nasze towarzystwo rolnicze powinno się zająć owym rozwojem z pomocą obywateli, zachować moralną i ekonomiczną jedność, uświadamiać włościan. Lecz, aby utrzymać podobny system, pożądanem byłoby jak najmniej akcji starowierców zachodu, obracających się do nas plecami i zapatrzonych w genjusz obcych narodów. Oni bróżdżą, zawiele mają cudzych blasków w oczach, aby patrzeć na szarzyznę swego kraju.
Książę zatarł ręce.
— Zawsze to samo mówię. Jest to punkt najważniejszy. Nie może być solidarności tam, gdzie nie wszyscy są ożywieni jednym duchem patrjotycznym. Zwłaszcza między nami zdarzają się najczęściej zachodowcy, całkiem egzotyczni. Ci na nasz kraj nie mogą mieć dodatniego wpływu, raczej ujemny, zarażający innych obywateli. Prezes hrabia Mortęski jest owiany tym samym duchem. Zresztą człowiek to bardzo wiekowy. Towarzystwo wasze rozwinęłoby skrzydła wówczas dopiero, gdyby berło oddało w twoje ręce, panie ordynacie. Tak dzielnych ludzi, jak ty, mało mamy w kraju.
I książę z uznaniem podał rękę Michorowskiemu.
On skłonił się, ścisnął dłoń księcia, którego bardzo wysoko cenił.
— Wdzięczny jestem księciu za jego opinję o mnie, ale hrabia Mortęski mógłby jeszcze wiele dobrego zdziałać. To człowiek zdolny, tylko poddający się wpływom. Gdyby nie te wpływy, wszystko poszłoby inaczej. Książę mógłby się podjąć tego zadania.
— Ja jestem za stary. Gdybym miał takiego syna, jak pan wówczas...
Dalszą rozmowę przerwało wejście koniuszego z Głębowicz. Był to postawny szlachcic, strojny jak na paradę. Mundur miał szamerowany złotem i złote sznury na ramieniu, błyszczące botforty aż za kolana z ostrogami, zamszowe białe rękawice i wysoką czapkę z białym pióropuszem. Wszedł, ukłonił się po wojskowemu i sprężystym krokiem zbliżył się do Waldemara.