Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rita zaśmiała się nerwowo.
— Pan jest dziś un vrai chevalier de la générosité! Ofiarował pan Luci karetę, pannie Stefanji siodło, niechże pan i o mnie raczy pamiętać. Polecam się łaskawym względom.
— Dla pani wolę zaraz coś ofiarować — odpowiedział zaatakowany wesoło.
— Ciekawam!
Ordynat odszedł w inną stronę i po chwili wrócił z piękną pejczą wytwornej roboty, z rączką oplecioną srebrnym drutem.
— Służę pani — rzekł, oddając ją z ukłonem pannie Ricie.
— Dziękuję! Czy to na pana?
— Ha! jeśli zawinię względem pani.
— Zawinił pan, ale, niestety, prawo kary nie należy do mnie.
Obeszli jeszcze kilka ciekawych działów. Byli w psiarni głębowickiej, obsługiwanej przez rój psiarczyków w ciemno-żółtych kurtkach, w palonych butach i pasach. Na głowach mieli płaskie brązowe czapeczki. Panował tam skowyt, harkot, piskliwe ujadanie szczeniąt i móc głosów, po których znawcy odróżniają gatunki. Odznaczały się pięknością jamniki, psy gończe i charty. Wielki dog ordynata, Pandur, chodził swobodnie w ozdobnej, oksydowanem srebrem okutej obroży. Gdy weszła Stefcia, pies pobiegł w lwich skokach i poufale wsparł się na niej potężnemi łapami.
— Jak on panią poznał — szepnął wzruszony tą sceną Waldemar.
— O! bo my jesteśmy w przyjaźni!
— Chodźmy do koni! — zawołała panna Rita.
W stajniach spotkali znajomych panów. Konie ordynata miały powodzenie. Przed stajnią starszy stajenny trzymał za uzdę Apolla, otoczonego gromadką znawców. Objaśnienia dawał główny koniuszy głębowicki z pomocą kilku masztalerzy, inni panowie oglądali klacze, przeprowadzane przez stajennych w ciemno-ponsowych kurtkach i białych pantalonach; ci mieli czarne buty z nakolennikami, wysokie kaszkiety ze złotym lampasem i mitrą nad paskiem. Dalej stały konie panny Rity, a wśród nich główną uwagę zwracał rosły folblut anglik Buckingham. Rita mówiła, że na tego konia liczy najwięcej. Istotnie dorównywał on pięknością folblutom ordynata.
Panie, słysząc specjalną rozmowę przy stajniach, cofnęły się. Do Waldemara podszedł jakiś wysoki po sportsmeńsku ubrany pan i, zdejmując kapelusz, przemówił grzecznie:
— Panie ordynacie, chcieliśmy zapytać pana o tego ogiera Apolla. Wszak to czysta rasa?
— Pełna krew, importowany wprost z Arabji jako źrebak. Alei.. wybaczy pan, że teraz mówić o tem nie mogę: jesteśmy z paniami.
— A... przepraszam, bardzo przepraszam!
— Bliższych szczegółów udzieli panom mój koniuszy i przedstawi papiery Apolla. Ale koń nie jest na sprzedaż.
Sportsman dotknął kapelusza i cofnął się z ukłonem. Ordynat i panie obejrzeli jeszcze kilka stajen; dochodzili do obór.
— Czy bydła panie nie są ciekawe? — zapytał Waldemar.
— O nie! — zawołała Rita — wracajmy do Idalki. Zemdliły ją pewnie te wędliny
Pani Idalja była ekspertką wędlin i serów, uproszoną przez komitet wraz z innemi paniami. Hrabina Ćwilecka prowadziła ekspertyzę kon-