Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeden Trestka był w tej sprawie neutralnym, ale za to krytycznymi widzem.
Ordynat wiadomości przyjął obojętnie: wiedział już o tem. Mówił, jak o rzeczy niewielkiego znaczenia, i prędko przeszedł do innego tematu. To wywołało zdziwienie i niepokój. Trestka, który się doskonałe bawił, rzekł do jednego z panów:
— Ordynat widocznie uważa odmowę hrabianki za konieczną. Wiedział zapewne o rezultacie starań księcia, może nawet są po słowie?...
Trestka kłamał z satysfakcją.
Wszystkich dziwiło niezwykłe usposobienie ordynata i jego wyraźne zdenerwowanie, nie wiedzieli, jak mają to rozumieć.
Czy przeczuł ich zamiary względem hrabianki?... Tylko Trestka domyślał się istotnego powodu — odgadywał w tem Stefcię.
Ale pomimo wszystkiego bawiono się dobrze. Przed kolacją grano w bilard, potem sławne wina głębowickie jeszcze więcej rozochociły gości.
W gabinecie i przytykającej doń fajczarni wrzało życiem. Waldemar zapraszał na polawania jesienne.
Trestka, usłyszawszy to, zerwał się ze szezlongu.
— Czy i w Słodkowcach będą obławy — spytał poprawiając binokle.
— Zapewne! Cóż panu na tem zależy — zdziwił się Waldemar.
Kilku panów parsknęło śmiechem.
— Trestka jest bajeczny! Chodzi mu o to, czy, goniąc dziki, nie będzie pozbawiony widoku panny Szeliżanki, bez której on jest zerem, a w Słodkowcach prędzej się to może zdarzyć.
Waldemar wzruszył ramionami.
— Spotkasz ją pan w Głębowiczach, bo na polowaniach będą obecne panie. Zresztą, nim to nastąpi, zmienią się może warunki, zdobędziesz pan większe prawa.
— A to jakim sposobem?
— No! zostaniesz narzeczonym.
Trestka popatrzał zdziwiony, po chwili dopiero odrzekł:
— Wątpię, by to nastąpić mogło.
Młody hrabia Brochwicz, kolega z Halli i osobisty przyjaciel Waldemara, uśmiechnął się i rzekł dowcipnie:
— Mamy przed sobą wystawę. O ile słyszałem, panna Rita wystawia swe folbluty. Strzeż się pan, by twoje perszerony ich nie prześcignęły, bo wówczas...
— We sto koni jej nie dogoni — dokończył Waldemar.
Odpowiedziano śmiechem. Brochwicz mówił dalej:
— Tak. Wówczas możesz powiedzieć: tout est fini! a nawet powinieneś omijać złoty medal, najwyżej możesz mieć list pochwalny.
— Ja swoich koni nie prowadzę.
— Bardzo praktycznie!
Baron Weyher musnął żółte faworyty.
— A propos wystawy — rzekł, cedząc słowa — czy ordynat będzie miał stajnię?
— Za parę dni właśnie jadę w tej sprawie. Na wystawę prowadzę dziesięć zarodowych klaczy.
— Czy muzy?
— O nie! tylko tej samej rasy i kare. Czwórek nie rozrywam. Będzie i Apollo.