Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ich, poprostu nie interesują nas. Czasem los zdarzy, że taki bławatek przypadkiem zabłąka się w naszych cieplarniach i wówczas doznajemy różnych wrażeń: ździwienia, ciekawości, coś na nas wionie swojskiego, obudzi się w naszej krwi ojczysta kropla djabelnie przytłoczona cudzoziemszczyzną. Poczujemy się dziećmi swego kraju i ten, co zawsze czuł pociąg do szerokich pól, teraz poczuje pragnienie. Ojczyste pola staną mu się drogiemi.
Umilkli na chwilę i mówił znowu:
— Pani jest właśnie dla mnie takim bławatkiem. Pani wśród nas jest niejako typową przedstawicielką rodzinnego kraju. Bo my, jakkolwiek możemy mieć równą i słuszną pretensję do owego przedstawicielstwa, jednak jesteśmy zbyt skosmopolityzowani, by odpowiadać wielkości zadania. Pani jest symbolem naszych złotych niw. Wiluś miał słuszność, porównywając panią z naturą, on zauważył to również prędko, jak ja. Na mnie pani od pierwszej chwili zrobiła wrażenie kwiatu, zrodzonego na bujnych polach. Jednocześnie jest pani niezaprzeczenie mimozą.
Podniósł głowę i spojrzał na Stefcię.
— Wypowiedziałem otwarcie, co myślę o pani. I powtarzam, że czuję się szczęśliwszym z posiadania obszarów ziemnych w naszej ojczyźnie, szczęśliwszym nie z powodu, że ziemia ta jest zapładniaczką mej kieszeni, lecz dlatego, że czuję się jej synem, że jest mi drogą.. Kochałem ją od dziecka i dbałem o nią, lecz uczucie to dopiero teraz spotężniało, dzięki pani. Jestem pani za to nieskończenie wdzięczny.
Podał jej dłoń serdecznie i uścisnął. Była chwila, że chciał jej rękę podnieść do ust, lecz powstrzymał się. Na twarzy Stefci odbiło się wzruszenie, usta jej drżały. Podniosła oczy na niego i spotkała jego szare źrenice, błyszczące ogniem, pełne szlachetnej a wspaniałej dumy i dziwnie miękkie w spojrzeniu, jakiem ją ogarniał.
— Czy i teraz pani powie, że jestem nieszczery? — spytał cicho.
— O nie! teraz mówi pan inaczej, ziemia pańska może być dumną z takiego syna. Jest pan prawdziwym Michorowskim — odrzekła z żywością.
Zaśmiał się trochę ironicznie.
— Proszę nie chwalić mnie jeszcze, bo może na to nie zasłużyłam. Przecie w moją miłość dla kraju nie wierzą. Nazbyt długo byliśmy de Michorowscy, bym ja się stał odrazu Michorowskim, bez obcych dodatków. Któż mi zaufa, że przekonania, jakie we mnie żyją, są istotnie wkorzenione już w mej duszy, a nie pełzają po niej z pobudek mniej społecznych. a prędzej osobistych?
— Niech pan nie psuje wrażenia analizą, to najgorszy system — przerwała Stefcia. — Wystarcza, że pan to przekonanie posiada, że odczuwa je w całej pełni. To już jest bardzo wiele, jak na pana de Michorowskiego.
Zaśmiali się oboje.
— Ma pani słuszność, nie przedstawiajmy się gorszymi niż jesteśmy i cieszmy się chwilą jak obecna.
Nachylił do niej głowę i spytał z uśmiechem:
— Czy i pani się cieszy?
Stefcia wesoło błysnęła oczyma.
— Cieszę się — odparła.
— I dobrze pani tu na koziołku?