Strona:PL Mniszek Helena - Trędowata 01.pdf/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tej obrzydłej, starej Pallas Ateny? Myślałam, że zostanę Djaną. Pannie Stefie należała się Hebe, bogini młodości, albo Psyche. Wówczas i pan możeby został przynajmniej Hermesem.
— Dziękuję pani za taki zaszczyt.
— Nie podoba się panu? Ha! to trudno! Na Jowisza niema pan kwalifikacji. Ale dokądże poszedł ordynat?
— Rozmawia z ogrodnikiem.
— Jestem — zawołał Michorowski — zaraz będę służył paniom.
Po chwili wszyscy wracali do pałacu.
Tym razem panna Rita szła z Trestką naprzód. Stefcia postępowała obok Waldemara.
Szli wązką uliczką, wysadzoną po obu stronach malwami, delikatny zapach miodowy rozchodził się z płaskich kwiatów, zmieszany z zapachem kwitnących lip i ciepłym powiewem jeziora.
Poprzez masę liści i krzewów fala posyłała gorące oddechy na kwiaty, muskając je leciuchno, jakby kołysząc do snu. Roje komarów i drobnych muszek sypały się na gałęzie i szerokie liście kwiatów. Cisza była wielka i jakaś tęsknota płynąca jakby z poszumu olbrzymich modrzewi; bełkotania uderzających o brzegi fal jeziora.
Waldemar milczał, towarzyszka jego również, on zamyślony, ona rozbawiona. Nareszcie ona odezwała się pierwsza:
— Dlaczego pan bez humoru?
Zatrzymał na niej przenikliwy wzrok.
— Jestem zdenerwowany, co mi się w ostatnich czasach zdarza często. Przytem drażni mnie Trestka.
Stefcia dopowiedziała sobie w duchu, że drażni go z powodu ciągłego asystowania pannie Ricie. Przypominała sobie, że ta ostatnia kocha się w Waldemarze bez wzajemności.
Uczuła lekkie ukłócie w sercu. Po krótkiem wahaniu rzekła:
— Od pana tylko zależy, aby hrabia Trestka przestał go drażnić.
— Ode, mnie? No tak. Trochę mityguję jego ogródkowe dowcipy lecz nie zawsze jest to możliwe bez wywołania skandalu. Trestka jest przedewszystkiem źle wychowany, albo pozuje na takiego, sądząc, że mu z tem do twarzy. Przytem niesmaczny cynik.
Stefcia nie zrozumiała, co Waldemar przez to rozumie, ale odrzekła, idąc za własną myślą:
— Panna Rito traktuje go dość pobieżnie. Dziwię się, że on, taki skądinąd sprytny, tego nie widzi.
— Panina Rita ma się z kim przekomarzać o konie i to ją bawi — odparł obojętnie.
— Ja myślę, że prędzej nudzi — zauważyła Stefcia.
Waldemar stanął.
— Panno Stefanjo, czy nie moglibyśmy znaleźć czegoś ciekawszego do rozmowy? Trestka, panna Rita i ich uczucia — to temat tak niezabawny.
— Przepraszam pana — rzekła Stefcia chłodno — nie zastanowiłam się, że robię panu przykrość tą rozmową. Ale pan sam rozpoczął.
— Ja mówiłem o Trestce, nie o pannie Ricie.
— Ale to, co pan mówił odnosiło się do niej.
— Ani trochę! — zawołał, podnosząc brwi w górę i zaprzeczając ruchem głowy. Patrzał w oczy Stefci, pełne gniewnych iskierek, uśmiechnął się i rzekł: