Strona:PL Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z nieskończoności w jedném oka mgnieniu,
Powstaje jasna przyrodzenia postać:
Mów — powiedz, szanowny cieniu,
Jak wielki moment! drugim Twórcą zostać.

Zdumiony Bóztwa obrazem,
Kiedy twój umysł stworzenia docieka:
Objaw to czucie: kiedyś ujrzał razem
Tryumf Natury, Prawdy i Człowieka.

Nacóż się ludzki dowcip nie ośmieli?
Nad przyrodzenie wyższa sztuki władza,
Skraca rozległość, która światy dzieli:
Ta słońca żary do oka sprowadza,
Ta pył olbrzymią obdarza postawą:
Słabe doskonaląc zmysły,
Zda się, że jakąś czarodziejską sprawą
Postaci rzeczy już od nas zawisły.

Nie miał Kopernik tych ziemskich pomocy:
Zewnętrznéj siły duch nie potrzebuje,
Sam sobie rozjaśniając cienie czarnéj nocy,
Ciężkie opuszcza więzy, w niebo ulatuje,
I wszedłszy nad zmysłów ścieśnione granice,
Tam zdobywa nieznane ludziom tajemnice,
Jakby miał wyższość nad śmiertelnych rodem;
On zaczął — On dokończył to dzieło ogromne,
To tylko jego myśli stanie się dowodem.

Jako w zuchwałych Tatrach wicher nieużyty,
Silniejszy nad te głazy, nad wieczne granity,
Codzień i codzień swą wściekłość wywiera;
I gwałtowném natarciem więzienia rozdziera:
Każda chwila zniszczenia zostawuje znamię,
Rozdęta burza górne szczyty łamie,
Prze — walczy — roztrąca — i ciska,
Z ciągłym łoskotem lecą skał urwiska;
Tak bystrym pędem wiek za wiekiem płynie,
Rodzą się, moment żyją, nikną pokolenia,
Ziemia swą postać odmienia:
Ileż dzieł wielkich w niepamięci ginie!
Lecz, Koperniku! twoja, nasza chwała
Czasy zwycięży, równie jak świat trwała;