Strona:PL Mendele Mojcher Sforim - Szkapa.pdf/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Haa, hu! — rzekła stara baba, głośno ziewając i spluwając: hu ha… trascia ich materi!!
Nic a nic nie rozumiałem i byłem zdumiony tem co się ze mną dzieje. Prosiłem przeto matki, aby opowiedziała mi wszystko od początku do końca i dała mi poznać, na którym świecie jestem.
Matka obtarła zapłakane oczy i zaczęła w te słowa:
— Kiedy przed tygodniem, jeżeli sobie przypominasz, wyszedłeś w pole na przechadzkę i nie powracałeś do późnej nocy, wyszliśmy wszyscy za miasto i rozbiegliśmy się w różne strony, ażeby cię szukać. Długośmy szukali, szukali, aż nareszcie znaleźliśmy cię leżącego pod drzewem blisko rowu. Byłeś bardzo śpiący i jakby pomieszany. Nazajutrz z rana nie wziąłeś nic do ust, byłeś ciągle niespokojny, zamyślony i mówiłeś sam do siebie takie słowa, że się jedno drugiego wcale nie trzymało. Nie mogliśmy zrozumieć, co to ma znaczyć? Potem jednak (niech to na dzisiejszy dzień nie będzie pomyślanem! niech to o żadnym żydzie nie będzie pomyślanem!) — to się pokazało. Wyszedłszy na podwórko, zobaczyłeś naszego gałgana koguta (gałgancker hohn), który tylko co darł się i bił z drugim kogutem. „Wasze błahorodie — rzekłeś do niego, zdejmując czapkę — pan jesteś gwardzistą, nosisz ostrogi i piękne