Strona:PL Mendele Mojcher Sforim - Szkapa.pdf/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od tych myśli tak mi się w głowie kręciło, że nie pamiętam nawet, w jaki sposób dostałem się do domu, co się tam ze mną stało i kiedy położyłem się spać. Lecz gdy już obudziłem się, ujrzałem matkę siedzącą przy mem łóżku, a trochę dalej starą babę chrześciankę (di ałte goje), oraz jakiegoś mężczyznę.
— Jak się czujesz, Srulik — spytała mnie matka z zapłakanemi oczami — czy lepiej ci trochę?
— Jakto? jak ja się czuję? — zapytałem zdumiony, czuję się zdrowym, jak przedtem.
— Bogu dzięki i chwała! — zawołała matka z radością… Ty, moje dziecko, byłeś bardzo chory; obawialiśmy się, żebyś (uchowaj Boże) na zawsze nie pozostał bez zmysłów!
Baba coś szeptała i ziewnęła kilkakrotnie na cały głos, mężczyzna zaś kręcił się w kącie, przewracał oczami, wyrabiał różne miny i szczególne grymasy, tupał nogami, jak gdyby bił się z jakąś niewidzialną osobą i mówił takie mniej więcej słowa:
„Zaklinam was imieniem Lucyperieła, imieniem Plutonieła, Cerberieła, Prozerpinieła, imieniem… imieniem i imieniem! ażebyście nie mieli więcej władzy nad Srulikiem synem Cipy! ażebyście zniknęli i rozproszyli się na puste pola, na puste lasy, gdzie stoi kamień, a na kamieniu jeszcze kamień; gdzie stoi góra, a na górze jeszcze góra,