Strona:PL Mendele Mojcher Sforim - Szkapa.pdf/165

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    na miotłach, drapakach, warząchwiach, na kosiorach i łopatach.
    Słaba szkapa również leciała do góry, a na niej, jak pchły, posiadały małe djabełki.
    Niedobre towarzystwo! Strach i obawa przejmowały mnie, gdym spojrzał na to przerażające zgromadzenie, które przez całą drogę kręciło się w kółko, jak kurz, kiedy nim wiatr zamiecie; tańczyło, świstało, piszczało, wyło, nie odpoczywając ani sekundy...
    Aszmodaj trzymał mnie w ręku, jak małego wróbelka, delikatnie, żeby mnie nie zgnieść, bawił się ze mną jak z dzieckiem, figlował, i przyśpiewywał mi „hucuniu mucuniu.”
    — Srulik — odezwał się do mnie, gdyśmy lecieli wysoko, spojrzyj-no mój kochanku, z łaski swojej na dół, zobaczysz i usłyszysz coś zajmującego. Patrz-no!
    — Ja widzę — odpowiedziałem, spoglądając na dół — ja widzę jakiś straszny tuman, w którym zaledwie dostrzegam jakiś rodzaj stworzeń pełzających, które szarpią się, przepychają, otwierają gęby i krzyczą gorzkim głosem. Zapewne musi to być piekło, w którem potępieńcy są męczeni i doznają straszliwych cierpień. Bądź co bądź, nie widzę i nie słyszę wszystkiego dokładnie.
    — Zaraz, zaraz, mój Sruliku, będziesz wszystko widział i słyszał — odrzekł aszmodaj, wsadza-