Strona:PL Mendele Mojcher Sforim - Szkapa.pdf/130

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    zepsuć, jak pajęczynę. Wszystko to przecież wisiało na włosku. Podczas gdy taki biedak dziękuje mi — ja czuję jak jestem wielki! zdaje mi się, że należą mi się z jego strony błogosławieństwa. On uważa mnie za wszystko, a siebie samego, ma się rozumieć, za nic. Mnie, należy się lekkie życie, bez trudu, bez trosk, bez kłopotów, bo ja jestem delikatny, szlachetny człowiek; a on... no, on to zupełnie inna kategorya. Wprawdzie obadwaj mamy krew i ciało, niemniej jednak, jest pomiędzy krwią a krwią różnica; szlachetna krew jest całkiem co innego — zresztą i natura nasza nie jest jednakowa. Ja jestem przyzwyczajony żyć dobrze, z wszelkiemi przyjemnościami, i gdybym nie miał na czas szklanki kawy, albo szklanki herbaty; albo gdyby mi nie podano do obiadu jakiej ulubionej potrawy, albo żeby mi naprzykład wypadło się schylić nie w porę, to pienił bym się w takim razie ze złości. On znowuż, przyzwyczajony jest ciągle charować, on jest człowiek gruby, bez cienia delikatniejszych uczuć... Żołądek biedaka nie przebiera („ajn oremans kiszke kłajbt gor niszt iber”) pakuj w niego czy chleb, czy krzemienie wszystko jedno... byle jeść!.. Jakże równać takiego do mnie!? Podczas gdy taki prosty człowiek, taki potrzebnicki, składa mi dziękczynienia głosem drżącym, ja sobie stoję i uśmiecham się tak szczególnie, że