Strona:PL Mendele Mojcher Sforim - Szkapa.pdf/126

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    rowi i ustawał co chwila... Jakby mi kamień z serca spadł, gdym ujrzał, że mi nie grozi niebezpieczeństwo. Uśmiechnąłem się i siedziałem spokojnie.
    — Szlachetny i miłosierny panie — odezwała się do mnie szkapa, jakżeż możesz pan siedzieć spokojnie, wówczas gdy chłop tak bije konia? Jakżeż pańskie litościwe serduszko może to znosić?
    Zawstydzony, wstałem natychmiast i zbliżyłem się do chłopa.
    — Czujesz! — rzekłem do niego — dlaczego tak okładasz swego konia? Nie godzi się tak bić! nie można!..
    — Szczo win każe nie można? — odpowiedział zdumiony chłop — i swoją drogą dalej konia okładał.
    — Nie pozwalam ci bić! nie dam bić! — zawołałem z gniewem.
    — A któż cię myśli słuchać? jakie prawo masz tu wtrącać się i nie pozwalać mi robić co mi się podoba z moją chudobą?
    — Jestem jednym z członków „towarzystwa opieki nad zwierzętami” — odpowiedziałem z dumą, i sądziłem, że chłop zlęknie się ogromnie i zaraz zdejmie czapkę...
    — Niech cię czort zabierze razem z twojem towarzystwem! odczep się szaleńcze, do wszyst-