Strona:PL May - Matuzalem.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


filiżanki. Mijnheer, ujrzawszy dzban z sam-chu, zmieszanym z cynamonem, powąchał go, i oświadczył:
— Zabieram wódkę ze sobą. Bardzo mi smakuje.
Uchwycił dzban i zaniósł do kajuty. Chińczyków ten obrót sprawy oczywiście ucieszył. Jeśli bowiem pasażerowie wychylą do dna dzban, to zapadną odrazu w kamienny sen i bez oporu wpadną w ręce korsarzy. Matuzalem zaś nie wiedział, czy powinien ofuknąć grubasa za bezceremonjalność, czy też śmiać S|ę z niej. Spróbował ofuknąć, — nie wiedział przecież, że sam-chu bardzo się jeszcze przyda, — atoli mijnheer przerwał mu w połowie zdania:
— Ci szubrawcy pili herbatę, a nam dali wódkę. Dlatego wódka jest nasza. Wypijemy ją. Dobra, bardzo dobra. Nie pozwolę jej marnować!
Cóż można było począć wobec takiego oświadczenia? Chyba śmiać się tylko.
Turnerstick przyniósł dwa lampjony, poczem Godfryd de Bouillon zaryglował drzwi. Podróżni okryli się kołdrami. Poczuli naraz okropne wyczerpanie, wszakże nie mogli prędko zasnąć. Byli bardzo podnieceni; krew krążyła po żyłach szybciej niż zazwyczaj a puls był wzmożony; niepodobna tego było kłaść na karb jedynie gorzałki.
— Nieszczęsne sam-chu żalił się Godfryd. — To zdradziecki trunek.
— Czy jesteś strąbiony? — zapytał Degenfeld.
— Strąbiony? Ani trochę! Ale odczuwam coś w tym rodzaju. Czytałem niegdyś pamiętnik palacza opjum. Opisywał dokładnie działanie trucizny. Mój

38