Strona:PL Mark Twain - Niewydana bajka.djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


głowie, przyczem dla wzmocnienia argumentacji, ryczał w niebogłosy: — Otóż, wydaje mu się, że jeżeli dla opisania zwykłego płaskiego przedmiotu, trzeba posługiwać się tyloma superlatywami, to mimowoli umysł krytyczny powinien przedewszystkiem zbadać, czy, jak i dlaczego „nie możnaby tego określić, zwyczajnie i poprostu, naprz.: dobre siano, smaczna woda i t.d.“
Słowa, wypowiedziane przez osła, wywarły pewien wpływ na zwierzęta, jednak osioł nie był zbyt lubiany i miał nieszczególną opinję, dlatego zapewnie rozległo się kilka ironicznych okrzyków.
Osioł, dumnie osamotniony, upierał się przy swojem zdaniu i wreszcie oświadczył, iż istnieje jeden tylko sposób rozstrzygnięcia sporu.
Aby przekonać wszystkich o tem, że racja jest po jego stronie, gotów jest pójść sam, spojrzeć w dziurę, która nazywa się lustrem, a później opowie wszystkim, co widział, „Chyba wierzycie mi, wiecie, iż jestem uczciwy“...
Wiedziano, że jest dość głupi, aby być uczciwym i dlatego zażądano, aby natychmiast poszedł zobaczyć obraz i lustro.
Osioł stanął pomiędzy obrazem i lustrem. Oczywiście obrazu nie widział. Wróciwszy do zwierząt, osioł po długich przygotowaniach, chrząkaniach i przybieraniu najuroczystszych póz, rzekł:
— Kot skłamał. W dziurze nie było nic. Żadnego płaskiego przedmiotu nie widziałem. Żadnego cudownego obrazu nie było. Naprzeciw mnie stał pewien dość okazały osioł, o bardzo mądrym wyrazie twarzy i przyjaźnie uśmiechał się do mnie. Widok był dość sympatyczny, ale o zachwycającym obrazie wogóle nie może być mowy, bo go nie było wcale.
— Czy aby dobrze przyjrzałeś się tej dziurze, czy podszedłeś blisko?... — pytał