Strona:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dze najnamiętniejszej, jaką znają dzieje poezyi i zakończył bluźnierstwem najstraszniejszem. Konrad świadczy, że Mickiewicz silniej, niż wszyscy inni, odczuł wszystkie szały indywidualizmu; w upojeniu potęgą swoją wzniósł się on tam, dokąd nikt za nim podążyć nie był w stanie. I właśnie na tej wyżynie przekonał się on, że z całą mocą swoją jest on nicością, że rozpościera się nad nim Moc wyższa, a niedostępna jego buntowniczym szturmom, że tej Mocy jest on tworem i że przeto jeśli jest w nim lub może być jakaś wielkość, to polega ona na ścisłości spójni z ową Mocą, której na imię Bóg, Ojciec niebieski. Nie stworzył człowiek siebie i nie jest sobie panem; jest niewolnikiem; więc zamiast oddawać się w niewolę przelotnym wrażeniom, pożądaniom i popędom swoim, niech dobrowolnym niewolnikiem będzie Tego, czyj obraz i podobieństwo nosi w sobie, a w tej niewoli zjednoczenia z Przyczyną przyczyn wszystkich on stanie się wielki. — X. Weiss stawia, jak widzieliśmy, pytanie czy człowiek nowoczesny zdoła wyrzec się ubóstwienia samego siebie i daje odpowiedź przeczącą. Otóż twórcza myśl Mickiewicza świadczy, iż omylił się Weiss; wędrówka bowiem po gołych, rozpaczliwych szczytach myśli, która samą siebie ubóstwiła, nauczyła Konrada, iż źle jest człowiekowi samemu w opuszczeniu swojem i niemocy i zaprowadziła go pod stopy Boga i uznał on, że jest dzieckiem Boga, homo