Strona:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i ojcem. Twarze włoskie żywsze są i wyrazistsze od naszych i z nierównie większą siłą bezpośredniości odbija się na nich każde wrażenie. To też na widok ukochanego pasterza iskierki szczęścia sypały się z oczu chłopaków, a twarze ich promieniały tak świeżym blaskiem dziecięcej, anielskiej czystości i taką czułem wkoło siebie radość i jasność duchową, że doznawałem złudzenia, jak gdybym się przeniósł był w owe kraje ideału, które się śniły dawnym włoskim mistrzom, gdy na tle błękitów ciszy i pogody malowali madonny swoje, w otoczeniu świętych, pogrążonych w słodyczy rozmyślań i rozmów o Bogu i niebie. Żywą rzeczywistością stawał się przede mną ów łagodny, a głęboki i szczęśliwy, jak błękity włoskie, idealizm, będący dla nas najwonniejszym kwiatem ducha włoskiego; czułem zaś, że właściwem źródłem atmosfery miłości i szczęścia, panującej w tem błogosławionem ustroniu, był sam twórca i kierownik zakładu — i żywiej pojmowałem jaką siłą jest miłość, gdy ze słowa przechodzi w czyn — rozumiałem to uwielbienie, jakie wzbudza ku sobie czcigodny biskup wśród najszlachetniejszych przedstawicieli życia duchowego we Włoszech.