Strona:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


złożyć w cnocie — ona jedna jest dla nas bronią nieomylną...» «ona bowiem promienieje własnym blaskiem, nie potrzebuje tych dowodów i rozumowań subtelnych, których wymaga prawda teoretyczna; ona narzuca się sama przez się, jak prawdy pierwsze i aksyomaty i pokonywa wole najbardziej oporne..» «Zastanówcie się nad faktem, który nie podlega żadnej wątpliwości. Oto człowiek świecki, albo kapłan albo biskup pełen gorliwości i bogaty w cnoty zjawia się gdziekolwiekbądź. Cóż się tam staje? Oto wkrótce w wiosce tej czy w mieście, czy w dyecezyi dostrzegamy przebudzenie się nagłe wiary i pobożności, rozkwit dzieł dobrych i świętych; jak światło od latarni, jak ciepło od rozpalonego ogniska, tak od ludzi cnotliwych idzie i szerzy się naokoło cnota, to, co św. Paweł nazywał aromatem Chrystusa..» «Ach gdyby każdy z nas kapłanów był świętym, czegobyśmy nie dokonali? ilu grzeszników doprowadzilibyśmy do pokuty, ileby było dusz zbawionych!»
Z tego stawiania cnoty na pierwszem miejscu nie wynika, ażeby X. Bonomelli gardził nauką. Owszem wiemy, że rzecz się ma wręcz przeciwnie.
Idźcie i nauczajcie wszystkie narody — te słowa Zbawiciela przytacza on wielokrotnie. Jedno ze źródeł jego zbyt daleko, jak widzieliśmy, posuniętego optymizmu jest postęp nauk i ogro-