Strona:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


do sięgania ponad świat zmysłów, piętnująca tego, kto się stał sługą ciała — jak lekkomyślność samoubóstwienia, w które wpada każdy, co się pychą upoił. — Jeśli nie zupełnie bezsilną, to słabą w działaniu swojem okazuje się apologetyka, gdy się zwraca do ludzi, którzy, pomimo, iż im nic się nie da zarzucić pod względem moralnym, zatracili jednak zmysł religijny i metafizyczny, oddychając zatrutą atmosferą duchową wieku, pod wpływem warunków wychowania i otoczenia.
Ale jest jeszcze trzeci rodzaj ludzi: nie można o nich powiedzieć, że nie szukają prawdy, owszem, pragną jej; chcieliby wydostać się z błota samolubstwa; uznają wyższy porządek moralny nad sobą, a przynajmniej czują jego potrzebę; dzięki temu mniej są skorzy do dawania posłuchu podszeptom negacyi filozoficznej — jednak od wiary odciąga ich straszny zaiste, bo nie dający się ani usunąć, ani dostatecznie wytłómaczyć fakt przeciwieństwa między ideałem społeczności kościelnej, a rzeczywistością. Wszak Kościół jest stróżem prawdy; przez Kościół mają wchodzić jego członkowie w mistyczną jedność z Synem Bożym, ukrytym w sakramencie ołtarza; pod wodzą przeto Kościoła i w Kościele muszą oni mieć moc przeistoczenia siebie w «plemię synów Bożych», — słowem wybrańcami są wśród narodów. Więc logika mówi, że choćby wskutek wrodzonej człowiekowi ułomności, nie spełnili posłan-