Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Ryngraf.djvu/35

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    spodarz oddalił się, w celu, jak mówił, zarządzenia wieczerzy.
    Konstanty okiem badawczem rozejrzał się po otoczeniu. Z sieni wychodziło się na dziedziniec, wyłożony kamieniem, z fontanną w środku. Za tym dziedzińcem był ogród, dokoła murem obwiedziony.
    Służba i domownicy Alcada snuli się wszędzie, rzucając na wrogów niechętne, ukośne spojrzenia. Konstanty czuł się śledzonym, zaprzestał obserwacji i wrócił do swej kwatery, skinąwszy staremu podoficerowi z eskorty, by szedł za nim.
    — Załoszka — rzekł — znam cię, żeś sprawny i nie gadatliwy. Weź podobnego sobie szeregowca i zróbcie mi rekonesans ogrodowego muru, nie zwracając niczyjej uwagi, jakbyście szukali winogron lub paliwa. Nie zaraz, o zmroku! Jeśli znajdziecie bramę lub wyłom jaki, jeden z nich tam zostanie ukryty, drugi niech mi tu wróci z raportem. Porozumiewać się po naszemu! Marsz i baczność.
    Załoszka zrobił pół obrotu i wymaszerował, salutując.
    W tejże chwili Alcad wszedł, zapraszając swego gościa uprzejmemi słowy do jadalni. Tam też ukazała się panna Mercedes. Oficer skłonił się jej zdaleka, przyczem zauważył,