Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jezus w zdrowiu i dobrej myśli uchował. Posyłam Ci też opłatek, com go przełamała i sobie połowę zachowałam, do wigilijnej wieczerzy. Wszystkie moje myślenia przy Tobie i wszystkie moje pacierze za Ciebie i chyba do Boga dojdą i odwrócą od Ciebie ciężkość i smutek i niemoc. A zrobiłam dla Ciebie rękawice i szalik i skarpetki, bo Tobie, nieboraku, pewnie bywa bardzo zimno na te mrozy, przy robocie. Tak sobie myślę, czy Ci kto nagrzeje strawy wieczorem i czy w południe co ciepłego zjesz, i czy bieliznę masz czystą i całą, choćby na te Święta, co nadchodzą. Z Bożej woli świat mi ciemny, ale Ciebie tak widzę ciągle i zawsze, i tak z Tobą mówię, jakbyś tu był.
A do jednej troski to Ci się przyznać muszę, choć i wyśmiejesz głupią, starą! Sen miałam onegdaj, że jakby jakaś kobieta do mnie przyszła i przynosi mi do prania koszulę Twoją skrwawioną. Zlękłam się, a ona się uśmiecha, mówi: patrzcie, matko. Zaczęłam prać, a tu z tej krwi złoto się robi, złote kwiaty, jak na ornatach bywają. Zdziwiłam się, patrzę na kobietę, a ona się uśmiecha i tak się obudziłam.
Może Ty, dziecko jedyne, jaką biedę masz, może Ciebie wypadek przy robocie spotkał, możeś Ty chory, okaleczony.
Błagam ja Ciebie, napisz mi jako Ci jest, a nie lękaj się, bo sen wróży, że dobre w złe się obróci. Ja zdrowa jestem i Samolikowie z Twojej racyi bar-