Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tych jedzeniem i piciem, z których żaden go nie przywitał.
Zwrócił się po chwili czekania do Matei.
— Od was miałem wezwanie?
— Tak.
— Mówiłem wam, że do żadnej partyi nie należę, do posłuszeństwa nie jestem obowiązany, ale oto jestem. Czego chcecie? Jaki ma być sąd? Za co?
— Dowiesz się. Możesz poczekać!
Zakipiało w nim rozdrażnienie, ale się przemógł i usiadłszy na stołku czekał.
Po chwili zjawił się księgarz Iszna, poszeptali ze sobą, i Mateja rzekł:
— Kubika wzięli do więzienia, z powodu twojej denuncyacyi. Grożą mu aresztanckie roty. Ma żonę i dwoje dzieci bez środków do życia.
Gdy Jaworski milczał — podniósł głos.
— Słyszałeś. Oskarżam cię — co masz na swoje usprawiedliwienie. Sędziowie słuchają!
— Wcale się usprawiedliwiać nie myślę, bo Kubik siedzi w więzieniu nie na skutek moich zeznań — ale za napaść i gwałt. Poznał go Lejba Minc i jego rodzina, zresztą on sam do czynu się przyznał. Zresztą żaden uczciwy robotnik nie może go pochwalić za pijaństwo, rozbój i krzywdę, tembardziej, że napadł na równych sobie — w niczem mu nie winnych robotników. Rodzina jego została w nędzy — ale Lejba Minc ma okaleczoną rękę —