Strona:PL Maria Rodziewiczówna - Atma.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jedno! Będzie rada z króla i z pastucha — byle żywy.
— Pisz — kiedy chcesz! — odparł, odchodząc.
W pół lata cieśle skończyli roboty przy moście i poczęli się zbierać do budowy przy koszarach w Kowlu i Własow zagadnął Jaworskiego:
— Pójdziesz z nami?
Onby chętniej został. Nęciła go pustka otoczenia, spokojne kąty nad rzeką, powietrze, natura! Ale zima to wszystko przerwie — roboty się skończą, trzeba będzie iść za chlebem między ludzi.
A Własow zaniepokojony tem wahaniem, dodał:
— Do zimy zarobisz z nami jeszcze rubli ze czterdzieści. Nie pijesz — nie hulasz — to i wystarczy do wiosny. Podrużyliśmy się z tobą, damy zarobić jak swojemu bratu.
A Miszka dodał:
— A zawszeć z toporem lepiej, jak talerze zmywać! Już ty nie marnuj, coś się nauczył.
— Nie okpił ja ciebie w rachunku ni na kopiejkę — rzekł Własow.
Omówili tedy warunki — i kończyli śpiesznie robotę. W przeddzień wyjazdu — Samolik przyniósł mu jakiś papier.
— To z domu mnie przysłali — żeby tobie oddać.
Jaworski spojrzał. Był to list, pisany dość koślawo.