Strona:PL Listy Heloizy i Abeilarda z Francuzkiego Wierszem Polskim Przetłomaczone.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy serca wszystkich boiaźń przyciska straszliwa,
Serce me tylko Ciebie uwielbia i wzywa.
Trwoż się iednak kochanku, by moc[1] nie wiadoma,
Rozerwać nas dzielnemi niechciała Rękoma;
Głos Boga może we mnie kiedy odezwie się,
Ale nad nim zwycięstwo serce twe odniesie.
Przybądź --- wyrwiy z rąk jego Heloizę tkliwą,
Ale nie uchodz Niebu --- zostaw nieszczęśliwą;
Niechay nas morza niezmierność podzieli,
Choćbyśmy w obu końcach świata mieszkać mieli,
Gdy w Boga mego dłoni gasną me płomienie,
Lękam się też oddychać --- co Abellar tchnienie.
Nogi twoiey na piasku ślady postrzeżone,
Wznieciłyby w mym sercu ognie zle zgaszone;
Od występku do żalu droga zbyt daleka,
Od żalu do występku chęć nagli człowieka.
Nie powracay kochanku! nie myśl więcey o mnie,
Wracam Ci twe przysięgi, o moich nie wspomnię.
Zegnam Was słodkie duszy tkliwe poruszenia,
Rozognione kochanki miłe zachwycenia,
Porzucam Was na zawsze, iuż o nic nie stoię;
Zegnam Cię Abellarze! Mężu --- wszystko moie!
Lecz co za głos o moią duszę się obiia?
Byłażby? Ah! tak to iest --- czas móy iuż domiia.
Mey iedney przy trumnie będącą na straży,
Zal w duszy, rospacz w sercu, boiaźń w zbladłey twarzy,
Gdy lampy pogrzebowe i pochodnie ciemne,
Rzucaią na przemiany światło nie przyiemne,

  1. Przypis własny Wikiźródeł Nieczytelny skan; uzupełniono na podstawie egzemplarza z DBC, s. 15 (21).