Strona:PL Listy Heloizy i Abeilarda z Francuzkiego Wierszem Polskim Przetłomaczone.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co za burza w mey duszy powstaie straszliwa,
Czyli się znowu miłość w mym sercu odzywa?
Także więc oszukane widzę me nadzieie?
Ach tak iest Abellarze! twym ogniem goreię!
Znaiome listu twego mym oczom wyrazy,
Po sto razy całuię, czytam po sto razy,
Usty ie memi zawsze rozogniona cisnę.
Abellarze! kochanku! o losy zawisne!
Co za imie nieszczęsna wspominać się ważę?
Ręka pisze, i cóż ztąd? gdy je łzami mażę.
Boże straszny! niech mię twóy gniew o to nie wini,
Kto kocha, zbłądzi łatwo, i niewie co czyni.
Pisać mi do kochanka prawo Twe zabrania,
Chętnie się pod ten wyrok Heloiza skłania.
Co mówię? na wołanie obowiązków głucha,
Serce każe --- skinienia iego pióro słucha.
Więzienia! w których cnota zamknowszy człowieka,
Jęczy, żałuie, chociaż od zbrodni daleka:
Gdzie człowiek nierozsądny, zabóyca sam siebie,
Chęci swe i nadzieie, wiecznie z życiem grzebie.
Martwe zwłóki, marmury czucia pozbawione,
Które wielbim pieśniami, kwieciem uwięczone,
Gdy tkliwym Abellara, płonę zapaleniem,
Czemuż się iak wy zimnym nie staię kamieniem!
Bóg z Tronu sławy swoiey wzywa mię daremnie,
Przyrodzenie zbyt łatwe ma zwycięstwo ze mnie;
Żelaza, włosiennice, modlitwy i szluby,
Próżno chcą we mnie pożar ugasić tak luby.