i pojechał za wami... Ale spóźnił się do pociągu waszego i wsiadł do expressu w kwadrans później. Widziałem go i wsiadłem do tego samego pociągu. Wiedział widać dokąd jedziecie, był bowiem dosyć spokojny. Obserwowałem go. Miał minę, jakby planował coś złego. Pilnowałem go, ale mimo to znikł mi z oczu w Mentonie. Szukałem go, ale daremnie. Łatwiej mi przyszło dowiedzieć się gdzie wy jesteście i oto znalazłem wille Galicza. Nie potrzebowałem niczego więcej. Czuwałem nad wami przez cały dzień, przez cały wieczór i byłem kontent... Ani śladu Atanazego... Zdawało się, że stracił wasz ślad. Nie chciałem wam przeszkadzać i powiedziałem sobie: Jutro uwiadomię Rouletabilla i pojadę dalej. Nadeszła noc. Czuwałem nad wami jak pies owczarski gotów gryźć. Wszedłem do parku tylną nigdy nie zamykaną bramą. Chodziłem w około domu... nic.. Nagle patrzę... a on wisi... wisi gałgan i to jak na złość prosto przed bramą wchodową, z wywalonym ozorem. Oczywiście nie było mi go wcale żal, ale powiedziałem doń: Nic z tego, nie pozwolę ci tu wisieć, bo oni by się przestraszyli wychodząc na ulicę. Nie zostawię cię tu bratku! I udałem się do mera, który, dowiedziawszy się o co idzie, zgodził się sprawę załatwić w taki sposób, by wam nie przeszkadzać, ani nie sprawić przykrości twojej żonie. Rzecz załatwiona. A teraz
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/282
Wygląd