— Tak! — rzekł Rouletabille. — Pójdziemy do hotelu, do pierwszego napotkanego hotelu, pomiędzy ludzi...
— Tak... pomiędzy ludzi, którzy nas obronią przed nim!
— To nas oswobodzi! — zgodził się. Czy jest to złudzenie, czy prawda, musimy iść między ludzi Iwano!
— Natychmiast! Chodźmy natychmiast! On mnie prześladuje od dzieciństwa. On mi się narzuca od lat! Muszę się oswobodzić! Iwana. — wołała Zabierze mnie z sobą do grobu!
— To nędznik! Zabiję go, jak psa! — powiedział Rouletabille.
Zachowując tysiąc ostrożności otwarli drzwi wchodowe i ujrzeli, że ławka jest znowu pusta.
Obeszli ją, nie wołając już jednak Atanazego. Bali się zanadto echa własnych głosów. Udali się aleją, wiodącą z terasy na terasę, aż na bulwar.
Szli ciągle, przyspieszając kroku.
Wreszcie zaczęli biegnąć, trzymając się ciągle za ręce. Biegli i widzieli już przed sobą bramę, mieli jej dopaść za chwilę, gdy Iwana wydała okrzyk przerażenia.
Czołem uderzyła o coś, co zwisało z góry.
Oboje odskoczyli w tył, spojrzeli i z piersi ich wyrwał się jeden okrzyk zgrozy.
Z góry zwisał trup Atanazego.
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/277
Wygląd
Ta strona została przepisana.