wem, — uspokajał go, na swój sposób, Candeur. — To się nie liczy, to była ceremonia muzułmańska...
— Co się stało! — spytała Iwana, przysuwając się pospiesznie. — Czy ci słabo, Zo?
— Tak... — odpowiedział. — Strasznie tu gorąco w tym salonie. Dziwię się, że ty, droga moja, tego nie odczuwasz!
— Wszyscy cię tak kochają, drogi Zo... Cieszy mnie to niezmiernie... I ja ich kocham serdecznie! — odpowiedziała. — Ale cóż to takiego? spytała nagle.
Grupa zaproszonych, niosła, w kierunku głównego stołu, jakiś wielki przedmiot, tajemniczy. Z ust do ust przebiegała wieść: „Niespodzianka... niespodzianka“.
Rouletabille nie cierpiał niespodzianek. Zwrócił się właśnie w kierunku stołu razem z Iwaną, aby sobie zdać sprawę, co to takiego, gdy nadszedł Candeur, wymachując rękami;
— To coś niesłychanego! — wołał. — To kuferek bizantyński!
— Kuferek? — zakrzynęła wesoło Iwana i uderzyła w dłonie. — Kuferek mój. O, to miła niespodzianka! To pewnie ty, drogi Zo, kazałeś go przynieść tutaj!
— Nie, droga Iwano, — rzekł Rouletabille, który czuł znowu, że słabnie, to nie ja! — I zwal-
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/263
Wygląd
Ta strona została przepisana.