W jednem miejscu, ściana załamywała się pod kątem.
Przez długą chwilę badał ten kąt, potem ruszył przed siebie, dotykając muru, który był ciągle taki sam.
Rouletabille zaczął drżeć z rozdrażnienia. Ta sala była zupełnie pusta. Przebywszy tyle trudów, musiał więc wracać z niczem.
Przez chwilę miał nadzieję, że pospieszna ucieczka zostawi tu jakiś ślad, że znajdzie porzucony kuferek, czy worek, rozsypane złoto, słowem, coś, co go naprowadzi na właściwe tory.
Ale nie znalazł nic, prócz ścian i zielonego marmuru.
Czyż to zresztą była sala skarbów?
Czy nie było drugiej na końcu kurytarza, który minął?
Rouletabille czuł, że krew mu pulsuje w skroniach gwałtownie.
Ale szedł dalej odważnie.
Nagle spostrzegł drugi kurytarz. Poszedł jednak dalej nie wchodząc weń. Sam nie wiedział, dlaczego to czyni.
Szedł i szedł, a w głowie zaczęło mu się coraz bardziej mącić...
W tem stanął i przysłonił ręką oczy, czyli szyby, przez które patrzył.
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/227
Wygląd
Ta strona została przepisana.