Poprostu kurytarz prowadził do obszernej sali, której ścian nie mógł dostrzedz.
Zboczył tedy na lewo, pod kątem prostym, od kierunku dotychczasowego.
Zrobił dziesięć kroków, zrobił dwadzieścia... i nie natrafił na nic. Sala ta musiała być ogromną.
Nakoniec światło latarki odbiło się zlekka na połyskliwej, marmurowej ścianie. Zbliżył się do muru i dojrzał spojenia tafli. Zrobione były z prześlicznego, zielonego marmuru, podobnego do materyału kolumn bazyliki Św. Zofii. Może zostały wyłamane ze świątyni słońca w Heliopolis? Ich bogactwo jednak było dobrem świadectwem, przeto reporter ruszył wzdłuż muru, dotykając go ręką, próbując motyczką, badając szczegółowo spojenia, dla odkrycia, czy któraś z płyt nie stanowi drzwi do skarbca właściwego. Ale płyty szły jedna po drugiej miarowo, bez śladu różnic + nie ustępowały pod uderzeniem motyki.
Zaczął tracić otuchę. Objął go strach na myśl, co będzie, jeśli wróci z pustymi rękami.
Szedł dalej, aż nagle ujrzał przed sobą czarny otwór kurytarza, który zdawał się nęcić go do wejścia.
Ale postanowił zbadać dokładnie tę salę, minął więc kurytarz, odnalazł dalszy ciąg ściany i nagle stanął...
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/226
Wygląd
Ta strona została przepisana.