Wyglądał potwornie, a ciężkie, ołowiem obciążone obuwie, wlókł z trudem po deskach pomostu. Zwolna zbliżył się do drabinki, zanurzonej w wodzie i zaczął zstępywać na dół. U pasa wisiał mu rodzaj motyki, o długim trzonku. Zanurzał się miarowo, niedługo wszedł w wodę po pas, potem zakołysała się ogromna bania miedziana, okrywająca głowę, wreszcie znikło wszystko....
Rouletabille zaczekał, aż woda się uspokoi i morze odzyska nieruchomość, potem zbliżył się do drabinki i przyłożył ucho do jednej z poręczy. Czekał tak z pięć minut.
— Możnaby go było ubić! — szepnął Candeur. — Sposobność doskonała!
— Byłby narobił hałasu, a nam potrzebna cisza zupełna! — odparł reporter, odwiązując szybko sznur, którym drabinka była przywiązana do pomostu. Gdy była już wolna, obaj, z Candeurem, wyciągnęli ją do połowy z wody, położyli na fali i puścili wolno. Spłynęła zaraz z prądem.
— Racya! To lepszy sposób! — Powiedział Candeur. — Nieprzyjemnie mu się zrobi, gdy, chcąc wyjść, nie znajdzie drabinki! Już o nim nikt nie posłyszy, jak się to przydarzyło wielu osobom w Bosforze!
— A teraz żwawo do roboty! — rozkazał Rouletabille.
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/216
Wygląd
Ta strona została przepisana.