pomostu zachowując wszelką ostrożność: Ale pomost zdawał się opuszczony i bezpieczny.
Przybyli, wydostali się na pomost, i poczęli iść na czworakach. Po chwili znaleźli się pod czemś, w rodzaju budki. Miała okno, które było na pół otwarte.
Księżyc wypłynął w tej chwili z chmur — a obaj wędrownicy instynktownie położyli się na brzuchach. Rouletabille, gdy tylko księżyc zatonął napowrót za chmurą, podszedł do okienka i spojrzał do środka.
W tejże chwili cofnął się, padł na ręce Candeura i wydał głuche westchnienie. Candeur spojrzał także.
— O! — szepnął cicho... — Gawłow!
— To on, prawda?
— Nie ulega wątpliwości!
Rouletabillowi błysła w myśli rozmowa, między Kasbekiem a Gawłowem,[1] kiedy to Kasbek przymawiał Gawłowowi, że także poszukuje skarbów sułtańskich od strony ruin Czeraganu. Teraz mieli przed sobą dowód prawdy.
Na czworakach obeszli obaj budkę i ukryli się w cieniu, rzuconym przez wybrzeże.
Po chwili drzwi budki otwarły się i ukazał się człowiek, w ubraniu nurka, czyli skafandra.
- ↑ Patrz „Czarny Zamek“.