run. Zapewne, musiał się dowiedzieć w Hajorboli, co się stało, myślimy sobie i goni jeńca razem z nami.
Wołam do niego przeto:
— Mamy go! Mamy go!
Przypominam sobie w tej chwili, żeś mi kazał zastrzelić Gawłowa, jak psa, daję tedy jesz cze koniowi ostrogi, mierzę w biegu i palę raz po raz do Gawłowa, najwyżej na jakieś siedmdziesiąt kroków. Potem wołam raz jeszcze do Atanazego:
— Nie ucieknie! Nie ucieknie!
Nagle Atanazy nadlatuje i zamiast rzucić się za Gawłowem, wpada na mnie z szablą i tnie od ucha! Świsnęło mi ostrze koło głowy i ocalałem tylko dzięki temu, że koń mój rzucił się w bok. Rozciąłby mnie był na dwoje, prawda, Tondor?
— Święta prawda! — zaręczył Tondor poważnie.
— I cóż dalej?
— Co dalej? — kończył Candeur. — Rozwścieklony tą niesprawiedliwością ze strony człowieka, któremu pomagam łapać jeńca, a zarazem nie chcąc otrzymać drugiego cięcia szablą, palnąłem mu prosto w piersi i koniec. Miałem zupełne prawo. No i okazało się, że o ile chybiłem Gawłowa, o tyle nie chybiłem Atanazego. Zwinął się na siodle i spadł jak snopek siana z wozu.
— Zupełnie, jak snopek — potwierdził Tondor. — Nawet nie krzyknął.
— Zeszliśmy z koni, gdyż nie było już mowy
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/195
Wygląd
Ta strona została przepisana.