Rouletabille wskoczył na swego konia i popędził galopem, a za nim Tondor i Włodzimierz. Lecieli tak ze dwa kilometry, zanim reporter spostrzegł, że Candeura niema przy nich. Pędzili za Gawłowem z taką szybkością, że Włodzimierz nie mógł się powstrzymać od pytania:
— Czy pan go chce rzeczywiście schwytać?
— Naturalnie! — odparł Rouletabille. Musimy tylko zaczekać pięć minut na Candeura. Gdzie ten osioł został?
Zatrzymał się i spojrzał za siebie. Ale nie mógł wysiedzieć na siodle, kręcił się, jak na rozżarzonych węglach.
Wreszcie rozległ się tętent i na równi zatopionej w półcień nocy niezbyt czarnej, zarysowała się sylwetka jeźdźca Ziemia pod nim dudniła, cień wzrastał, aż dopadł ich olbrzym, wyrażając radość, że się nie rozminął z towarzyszami.
Chciał wyjaśnić przyczynę spóźnienia, ale Rouletabille nie dał mu przyjść do słowa.
— W drogę! W drogę!
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/190
Wygląd
Ta strona została przepisana.
XV.
Jazda nocna.