głową na znak, że sprawa skończona. W ostatniej stawce uporał się z resztą pieniędzy biednego Włodzimierza i wstał.
— To kiepski interes trzymać bank! — zauważył któryś z oficerów.
— To zależy! — odrzekł Candeur. — Czasem na jeden numer bank ściąga wszystko, co jest na stole.
— A więc obejmij pan bank! — odparł oficer.
Ale w tej chwili przybiegł Tondor, wołając:
— Panie, panie! skradziono nam konia!
— Jakto?! — krzyknął Rouletabille. — konia? Więc nie dość że nas ogrywają, jeszcze kradną nam konie!
— Zobaczymy! Nie krzyczcie panowie! powiedział oficer.
— Konie, nasze konie! — desperował Włodzimierz.
Wszyscy wybiegli za Tondorem, który udzielał objaśnień. Powiedział, że się zdrzemnął, a nie spał ani pięciu minut i to wystarczyło, by skradziono najlepszego z pięciu koni.
— Rzeczywiście, moi panowie! — mówił Rouletabille. — Widzieliście wszyscy, że mieliśmy pięć koni. Poskarżę się generałowi!
— Proszę pana, — prosił oficer, — niechże pan da spokój. Zaraz zarządzę śledztwo i ręczę, że znajdę konia pańskiego. Przysięgam!
Strona:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf/188
Wygląd
Ta strona została przepisana.